Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2015

Rodzinka na wakacjach, czyli wspomnienia z Italii, sierpień 2015


"Krzycz, że żyjesz!"



Tymczasem na plaży...



Dolce vita!



Minimalistycznie z gałązką oliwki




Nie ma jak w ramionach taty:)



Tam, gdzie sacrum spotyka się z profanum



Wschód słońca nad morzem codziennie rano na tarasie szóstego piętra



Byłaby pewnie ulubioną modelką Tycjana



Światło na murze katedry florenckiej



Czego pani sobie życzy?




Spojrzenie Dawida ma ponad pięćset lat, a nadal robi wrażenie!




I "drzwi do raju" trzeba kiedyś wyremontować ;)



Pod kopułą



Tak wygląda marnotrawstwo czekolady...



Monia Liza




Zmęczone upałami



Każdy radzi sobie, jak może




Ukradkiem

piątek, 14 sierpnia 2015

Zachód słońca w Bośni i Hercegowinie, olej na desce



Przed laty podziwialiśmy na żywo. Dziś pozostało wspomnienie tamtych wakacji, utrwalone farbami olejnymi na desce o wymiarach 108x60 cm. Wspaniały, majestatyczny zachód słońca.
Niech cieszy oczy moich Rodziców i ogrzewa serce, kiedy nadejdą długie, zimowe wieczory...



















sobota, 28 lutego 2015

Morze, prace wielkopostne, Kraków


Kochani,

wiecie, ile zaległości nazbierało się przez te dwa tygodnie, kiedy mnie tu nie było?!

Powstał obraz, który pani Marta z Płocka zamówiła na wzór tego, który wcześniej wykonałam dla pana Michała z Rudy Śląskiej:








Dziewczynka, córka pani Marty, dumna jest z tego, że ma własny obraz:)




 ..................................................................



Zaczął się Wielki Post, więc u nas robota wre. Grób Boży 2015 to będzie nasz wspólny rodzinny - dziesiąty już! - projekt. Najbardziej pracowicie jest u Taty w garażu:





Warsztat potem przenosi się do mnie i ogólnie wygląda to mniej więcej tak:



Znacie mnie już na tyle, że wiecie, iż taki widok na Staffa 23a nikogo nie dziwi...
Ale słowo daję, dziś były porządki i jest ultraczysto. Naprawdę!

Lidzia nam też pomaga. Z "belek dachowych" układa, jak twierdzi, palenisko:




przy którym potem się grzeje:




Kiedy maluję razem z Lidką słyszę:

- Mamo, podoba mi się. Ty malujesz tak realistycznie... Ale to ja maluję prawdziwe arcydzieło!

Oto dowód:
















Uchylam więc rąbek tajemnicy. Jeszcze bardzo roboczo:




Po pracy mamy czas i ochotę na zabawę. Lidka po kąpieli, czyli hobbit powraca:





..................................................................



Niedawno pozwoliliśmy sobie odwiedzić nasz kochany Kraków.
Michał przywiózł z podróży garść ciekawych fotografii:


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


fot. M. Witek

Uff, daliście radę przebrnąć przez ten post?

Następnym razem będzie krócej! Dobrej niedzieli:)



niedziela, 2 listopada 2014

Miniaturowy pirat. Jesień w Łubowicach



Już jakiś czas temu rysowany w miniaturowym dla mnie formacie A5 pirat z polskich Karaibów prezentuje się poniżej. Szkoda tylko, że zdjęcie nie było ciut bardziej wyraźne...





I aparat zrobił mi psikusa, bo rozbielenia na kapeluszu na żywo nie były widoczne... To efekt rysowania twardym ołówkiem w miejscach, gdzie jeszcze było widać pod warstwą grafitu papier. Normalnie dostrzegalne tylko pod światło i pod odpowiednim kątem. Tu też niestety...



***



Dzień Nauczyciela dawno minął. W tym roku postanowiłam go nie obchodzić. A jednak miałam swoje święto! Moi uczniowie nie pozwolili mi o nim zapomnieć. Takie życzenia otrzymałam od jednej z uczennic:

Pani Moniko!
Wszystkiego najlepszego z okazji święta nauczycieli! Dla mnie dalej będzie pani moja nauczycielką sztuki, która nauczyła mnie, że warto wierzyć w swoje talenty i pokazywać je światu. Dziekuuuuuuję bardzo !



***




Pełnia jesieni, wigilia uroczystości Wszystkich Świętych. Jesteśmy, całą rodziną (...) na łubowickim cmentarzu. Pełno żółtych liści na grobach i alejkach (...) 





Dochodzimy, szurając w liściach, do ruin łubowickiego zamku (...) Spoglądają na nas z wyrzutem puste oczodoły dawnych pałacowych okien. Zrywa się wiatr, choć niebo jest nadal klarownie błękitne.















Idziemy ścieżką zajęczą jak po pałacowym dywanie - jest cała w bukowych, jesiennych żółtościach. Tak, tu mogła się rodzić taka właśnie, leśno-raciborska poezja...









Powyżej zacytowałam fragmenty eseju, którego autorem jest ks. Jerzy Szymik. To On przełożył z języka niemieckiego na język polski kilkanaście wierszy Josepha von Eichendorffa, poety, prozaika, tłumacza i krytyka literackiego urodzonego w 1788 r. w pałacu w Łubowicach.






To była piękna, pogodna, złota, beztroska niedziela:)
W Raciborzu i jego okolicach, w krajobrazach, zabytkach i ludziach można naprawdę się zakochać!!!










W toku kolejny obraz. W pokoju pachnie nam teraz morzem, no i ... farbami, skrzy się w słońcu tafla wody. Maluję przestrzeń i wakacje. Ale nic więcej nie powiem. Wkrótce na blogu:)






Uśmiecham się do Was, kochani Czytelnicy, życząc Wam równie pogodnego tygodnia!


PS1. Zdjęcia z Łubowic to dzieło mojego Męża, rzecz jasna:) 
PS2. Ustawienia czcionki coś nawalają...:/