Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obrazy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Zachód słońca w Bośni i Hercegowinie, olej na desce



Przed laty podziwialiśmy na żywo. Dziś pozostało wspomnienie tamtych wakacji, utrwalone farbami olejnymi na desce o wymiarach 108x60 cm. Wspaniały, majestatyczny zachód słońca.
Niech cieszy oczy moich Rodziców i ogrzewa serce, kiedy nadejdą długie, zimowe wieczory...



















niedziela, 7 czerwca 2015

Święty słodki jak miód. Powrót do raju.



Jak głosi legenda, w dzieciństwie na jego ustach pszczoły składały miód. Odczytywano to jako znak wielkości przyszłego arcybiskupa Mediolanu, świętego, doktora Kościoła, patrona pszczelarzy. Mowa tu o świętym Ambrożym:





Miałam ostatnio przyjemność malować jego podobiznę. Wizerunek miał być tondem, czyli obrazem okrągłym.
Po raz kolejny przekonałam się, jaką wielką frajdą jest malowanie farbami akrylowymi i zachciało mi się nowych farb... olejnych. Akryle nie dają jednak takiej wielkiej możliwości manewru jak oleje, jeśli chodzi o korekty. Przy olejach dopiero mogłabym się wyżyć!




Samo przedstawienie jest inspirowane twórczością Rubensa. Ten barokowy mistrz wykonał studium głowy św. Ambrożego, które posłużyło mi za wzór. Od siebie dodałam kilka pszczół jako atrybut identyfikujący postać.


Wczoraj koło pszczelarzy niosło ten obraz w korowodzie organizacji pozarządowych na rozpoczęcie Dni Pszowa 2015:


Zdjęcie został pobrane ze strony internetowej "Dziennika Zachodniego"

Była to dla mnie wielka radość:)))



***



Jakiś czas temu po raz kolejny zorganizowaliśmy sobie familijny wyjazd do ogrodów KAPIAS.
Było pięknie!

















Tyle na dziś:)
Dobrego tygodnia Wam życzę!



sobota, 2 maja 2015

Dwunastoosobowy portret. Nasze wielkie małe Szczęście


Puk, puk! moi Drodzy! Jesteście jeszcze tam, po drugiej stronie ekranu?

Mija miesiąc, odkąd opublikowałam ostatniego posta. Wybaczcie. Moje życie nieraz nabiera takiego pędu, że leci kilometr przede mną, a ja, z wywieszonym jęzorem, próbuję je dogonić...
Pora jednak wrócić na znormalizowane tory, więc również do cosobotniego publikowania prac:)

By nadrobić zaległości, pokażę Wam największy portret, jaki do tej pory narysowałam w tempie, o jakim mi się nie śniło (może i dobrze, że się nie śniło, bo nie uwierzyłabym, że w ogóle tak można) - dwie twarze na jeden wieczór, czyli w tydzień było po robocie:




Arkusz ma wymiary 70x100 cm. Górne partie rysowałam na leżąco.
Rysunek przedstawia uwspółcześnione, nietypowe drzewo genealogiczne.




Rodzicom z okazji jubileuszu synowie i córka wraz z rodzinami postanowili sprezentować obraz na pamiątkę. Ilość postaci, ich sensowny układ i tekst z życzeniami wymagał trochę logistyki kompozycyjnej i sądzę, że się udało.


***


W marcu spotkało nas wielkie szczęście. Urodził się Szymon Józef, który jest moim duchowym syneczkiem (to znaczy, że zostałam mamą chrzestną), w związku z czym rozpiera mnie duma!



Szymonku, niech Ci Bóg błogosławi w każdym dniu Twojego życia!


Kochani, a w przyszłym tygodniu w kolejnym wpisie portret pięknej kobiety i fotorelacja z wydarzenia, które było istotne dla mnie, a nabrało tak nieoczekiwanego rozmachu, że do tej pory nie mogę w to uwierzyć. Zapraszam!

sobota, 28 lutego 2015

Morze, prace wielkopostne, Kraków


Kochani,

wiecie, ile zaległości nazbierało się przez te dwa tygodnie, kiedy mnie tu nie było?!

Powstał obraz, który pani Marta z Płocka zamówiła na wzór tego, który wcześniej wykonałam dla pana Michała z Rudy Śląskiej:








Dziewczynka, córka pani Marty, dumna jest z tego, że ma własny obraz:)




 ..................................................................



Zaczął się Wielki Post, więc u nas robota wre. Grób Boży 2015 to będzie nasz wspólny rodzinny - dziesiąty już! - projekt. Najbardziej pracowicie jest u Taty w garażu:





Warsztat potem przenosi się do mnie i ogólnie wygląda to mniej więcej tak:



Znacie mnie już na tyle, że wiecie, iż taki widok na Staffa 23a nikogo nie dziwi...
Ale słowo daję, dziś były porządki i jest ultraczysto. Naprawdę!

Lidzia nam też pomaga. Z "belek dachowych" układa, jak twierdzi, palenisko:




przy którym potem się grzeje:




Kiedy maluję razem z Lidką słyszę:

- Mamo, podoba mi się. Ty malujesz tak realistycznie... Ale to ja maluję prawdziwe arcydzieło!

Oto dowód:
















Uchylam więc rąbek tajemnicy. Jeszcze bardzo roboczo:




Po pracy mamy czas i ochotę na zabawę. Lidka po kąpieli, czyli hobbit powraca:





..................................................................



Niedawno pozwoliliśmy sobie odwiedzić nasz kochany Kraków.
Michał przywiózł z podróży garść ciekawych fotografii:


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


 fot. M. Witek


fot. M. Witek

Uff, daliście radę przebrnąć przez ten post?

Następnym razem będzie krócej! Dobrej niedzieli:)



wtorek, 9 grudnia 2014

Mediterranean blue


Moi Drodzy!

Już kilka wpisów wcześniej zapowiadałam morską bryzę na blogu. Miało być letnio, wakacyjnie, miało pachnieć przygodą i śródziemnomorskim powietrzem.
Więc uwaga, uwaga, zapowiadam mój najświeższy obraz!  T a a - d a a m ! -





Na plaży odpoczywa prawdziwa piękność w plażowym kapeluszu, Pani Monika. Wy Jej jeszcze nie znacie, ja tak. Za jakiś czas pokażę tu Jej portret rysowany ołówkami i wtedy zobaczycie, jaką śliczną również ma twarz.




Praca ta miała być pełna słońca, pogody, światła. Założyłam, że cała będzie się skrzyć jak tafla wody. Mąż Pani Moniki, który zamówił obraz, napisał: Piękne! Wiedziałem, że takie będą, nie sądziłem jednak, że aż tak...










Gotowy obraz przez jakiś czas dekorował nam mieszkanie. Wiele osób w tym czasie mówiło, że lubi na niego patrzeć, bo wydaje im się, że fale zaraz podmyją im nogi, że w ogóle dobrze się czują, patrząc na to malowane morze.








Sama trochę wchłonęłam tego klimatu podróżniczego przy mieszaniu błękitów, lazurów i szmaragdów. Na komodzie, w której trzymam wszelkie akcesoria malarskie położyłam album z fotografiami wysp chorwackich, by w czasie długich, zimowych wieczorów móc po niego sięgnąć i trochę ogrzać się od środka.







Cóż nam szkodzi pomarzyć, że następne wakacje spędzimy w raju na ziemi, na wyspie Vis?





Słońca bardziej w sercu niż na dworze i wspaniałych marzeń Wam życzę w ten grudniowy, adwentowy czas:)