sobota, 16 sierpnia 2014

Mój Kraków. Projekt "Rama" w tle



Kochani!

To Sienkiewicz powiedział, że każdy cywilizowany człowiek ma dwie ojczyzny - własną i Włochy. W mojej topografii istnieją trzy szczególne miejsca, małe ojczyzny: Pszów, Rzym i ... Kraków właśnie.
Dziś chcę Wam pokazać Kraków moimi oczami, odbity w szybach okien i witryn, widziany zza bram, średniowieczny i współczesny, nostalgiczny i dynamiczny zarazem, Kraków sióstr zakonnych i straży miejskiej, pełen turystów, mimów, gołębi, restauracji, gdzie zza każdego węgła wygląda historia...

























Oto nieco rozmazany dowód na to, że jeden z najważniejszych punktów programu mamy zaliczony - odwiedziny u smoka! Przerażona minka Lidki mówi sama za siebie, na szczęście jej mama jest dzielna jak rycerz, gotowa bronić dziecka do ostatniego tchnienia :)





Była jeszcze Msza w katedrze na Wawelu przy Ołtarzu Koronacyjnym z udziałem chóru, piękna, wspaniała i podniosła, zapadająca głęboko w serce. O takich momentach w życiu trzeba by było pisać wiersze!






***






Poza urlopowymi wypadami działamy twórczo:





O tym, co wynikło z malowania starej ramy białą farbą do szkła napiszę wkrótce, bo na razie w głowie mgławica pomysłów. Jedno jest pewne - będzie oryginalnie!

Cudownej niedzieli! Ja zaczynam urlop:)

czwartek, 7 sierpnia 2014

Pastelami po raz pierwszy


Od dawna do pasteli miałam awersję (bo jak tu sztyftem namalować oko?), dopóki nie dowiedziałam się, że istnieją pastele w kredce (to ci dopiero odkrycie w wieku lat prawie trzydziestu!). Jednak tych ostatnich nigdy nie miałam w ręce, a kiedy już o nie pytałam, to nigdy w sklepie nie było.
Ostatnio dostałam zamówienie na portret dziewczynki w kolorze. Zwykłe kredki odpadły w przedbiegach, gdyż to czasochłonne byłoby zajęcie. Farby nie wchodziły w rachubę, bo portret miał być na papierze. Akwarele mogłyby się sprawdzić, ale do nich talentu nie mam.
Pozostały pastele, w dodatku sztyftowe... Cóż, raz kozie śmierć. Wyszło, jak widać poniżej:










Magda, która zamówiła obraz do kapliczki, a z którego była bardzo zadowolona, przysłała mi to zdjęcie:


Poznajecie? Madziu, raz jeszcze bardzo Ci dziękuję za przemiłą współpracę!!!






A ja - do dzieła! Kolejny obraz na blogu niebawem. Pszowiki od razu będą wiedziały ;)




PS. Mam na koniec jedno życzenie: jeśli dotarłeś do tego PS-u, uśmiechnij się teraz do mnie, proszę! :)

sobota, 2 sierpnia 2014

Na 50-tą rocznicę ślubu i na tropie piękna



Kochani!

Ile ciepłych słów zebrałam po opublikowaniu zdjęć mojego ostatniego obrazu! Dziękuję za nie.

Dziś pokazuję niewielki ołówkowy portret wykonany w ekspresowym - jak na moje możliwości - tempie. Cała trudność polegała na ograniczeniu czasowym i na nie najlepszej jakości zdjęciu.
Ważne, że się spodobał.






A ja zamiast sprzątać, jak zwykle robię wszystko, by tego uniknąć.
Na przykład szukam ładnych ujęć w miejscach, gdzie nikt ich się nie spodziewa:



na talerzu:



za zasłonką (z apaszki!):



na parapecie:




W wolnych chwilach (po sprzątaniu) namiętnie zaczytuję się we:



albo poluję na czyjś uśmiech (nieraz bezskutecznie, jak widać):



A dziś umieramy z upałów.......................................................................


Dużo radości, uśmiechów tysiące, Drodzy!

wtorek, 29 lipca 2014

"Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś?"


Z pokorą podchodzę do malowania wizerunków Chrystusa. Do tego również:





Prawdziwy (nie malowany) wizerunek z Całunu jest nie-materialny, nie-oczywisty, delikatny.
To Oblicze Człowieka Umęczonego, trudne w odbiorze.

Ta ulotność z jednej oraz dosłowna brutalność z drugiej strony została przez mnie zaakcentowana przez gest "okaleczenia" obrazu. Miejscami przetarłam powierzchnię papierem gruboziarnistym, ścierając do podmalówki. Powstałe prześwity dodały szorstkości obrazowi, ale też lekkości.

Twarz jest bardziej nieuchwytna. Skazy drażnią, ranią, niepokoją. Są trochę jak blizny. Przeświecają przez nie cynobrowe plamy krwi.







Złote tło w malarstwie ikonowym wskazywało zawsze na transcendencję, na rzeczywistość pochodzącą nie z tego świata. Złoty blask oznaczał Boską przestrzeń.

Mój obraz to nie ikona. Nigdy bym nie śmiała nazwać go w ten sposób. Nie mogłam (bo nie chciałam) jednak całkiem zrezygnować z tej szlachetnej jasności, która bije ze złota, choć całą sprawę potraktowałam skrótowo. Skorzystałam ze złotych płatków i farby oraz złota w sprayu, starając się jak najumiejętniej nimi posłużyć. Teraz lśniące powierzchnie kontrastują z odrapanymi, odartymi z farby.

Chwała i splendor obok poniżenia i profanacji.







Tak to zinterpretowałam.

Zależało mi na tym, by oczy były najbardziej wyraziste. Głębokie i piękne. Żywe, współczujące i pełne Miłości ... do ludzi.





Nieregularne rysy twarzy Chrystusa przypominają mój ukochany wizerunek Pantokratora z klasztoru św. Katarzyny na Synaju z VI w.






Lidka ulubiła sobie ten mój obraz. Staje przed nim i głaszcze malowane policzki.
"Pana Jezusa boli, mamusiu..."
"Kiedy Mu powiesz: /Kocham Cię, Panie Jezu/, przestanie boleć."
Lidka się uśmiecha. "Widzisz, już nie boli" - mówi.





.................................



                                                                                                  wiersz: Stanisław Baliński




Obraz zostanie umieszczony w pewnej przydomowej kapliczce.
To będzie dla mnie honor.

sobota, 19 lipca 2014

Dla mARTy i nasze takie tam zajęcia


W zasadzie na razie nie ma co pokazywać... Moje i Lidkowe stanowisko pracy póki co wygląda tak:




Ale jeśli uda się pomysł zrealizować w takim kształcie, w jakim istnieje w mojej głowie - będzie świetnie!


Pewna zdolna Marta - moja uczennica - zrobiła mi niesamowicie miłą niespodziankę. Zobaczcie, co mi podarowała:







mARTę koniecznie odwiedźcie TU




Między pracą a pracą mamy wolne:




Udanego sobotniego popołudnia i słonecznej niedzieli!

niedziela, 13 lipca 2014

Portret Młodej Pary - pamiątką dla rodziców. Zwiastun filmu mojego Męża. Lipcowe zatrzymane w kadrze.

Kochani,

najnowsze moje prace są do siebie bardzo podobne:)
To podwójny portret rodziny Pani Karoliny, która postanowiła rodzicom swoim i swojego męża podarować takie właśnie prezenty:







Ołówkowe portrety oprawione w antyramę o formacie A3 zostały opatrzone dedykacją:




***


Chcę się Wam pochwalić tym, że mój Mąż, Michał, nakręcił kolejny świetny film. Tym razem opowiada on o historii i budowie urządzenia bardzo przydatnego wszystkim amatorom astrofotografii, znanego jako FASTRON 5s. To patent Janusza Wilanda, prezesa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. 40-minutowy film instruktażowy obejrzeć można na stronie www.astrohunters.pl.
Ja zaś ze swej strony zachęcam Was gorąco do obejrzenia niespełna dwuminutowego zwiastuna do tegoż filmu. Naprawdę warto!!!



***


A tymczasem dziś odbyłam z Lideczką bardzo przyjemny spacer.






Nie odmówiłyśmy sobie lodów na pszowskim placu, zwanym rynkiem.






To była miła odskocznia od pracy. Czas na wzięcie oddechu...




Przy okazji można było wykonać parę ujęć, choćby starego cmentarza




czy obejścia wokół sanktuarium (czy Wam się ta żeliwna gałka na zdjęciu poniżej też skojarzyła z kopułą bazyliki św. Piotra w Rzymie?).





Pszów...





Uwielbiam hortensje, uwielbiam hortensje, uwielbiam! Oczarowanie dla oczu:






Nasza "Szczybno Kampa" też olśniewająca - prostotą i skromnością;)








Tory nieczynne, ale znaków od groma.




Nasze Pszowskie Doły:






I na koniec dnia panorama na Dolinę Odry i Bramę Morawską z Pogrzebienia,



czyli mam wszystko, co kocham na raz: przestrzeń, niebo, wiatr, chmury, Męża i ... śpiącą w samochodzie Córeczkę:)




Jutro musi się zacząć naprawdę dobry tydzień, tego sobie i Wam z serca życzę!