Witajcie!
Wyobrażacie sobie? Niespełna miesiąc temu wracając z moimi Bliskimi i Przyjaciółmi z pysznego obiadu w Zwardoniu, gdzie Michał i Dawid mieli swoją prezentację (o której pisałam
tu) i szurając nogami po polnej górskiej ścieżce natknęłam się na ... kamień w kształcie serca. Wymarzony wprost dla mnie! Idealny! Musi być mój - pomyślałam wtedy. Brak czasu i odpowiednich narzędzi, a także głębokość, na której tkwił kamień uniemożliwiły jego wydobycie. Cóż... pogodziłam się z jego stratą. Pewnie wkrótce znajdzie innego właściciela - przemknęło mi przez myśl.
Jaka moja radość była wielka w parę dni później, kiedy okazało się, że ów kamień wylądował u mnie na półce!!! To Jagoda i Dawid, którzy zatrzymali się w Zwardoniu na dłużej zrozumieli moją potrzebę. Uzbrojeni w odpowiednie narzędzia kamień wydobyli i dostarczyli go na Pszowskie Doły. Wiecie, jaką miałam niespodziankę i frajdę? :D
A potem na deser dostałam jeszcze fotorelację z akcji "Wydobycie serca Moni", za którą bardzo dziękuję
Jagodzie, a którą się z Wami dzielę:
A tu już u mnie:
Wczoraj miałam bardzo intensywny dzień (o, który mój dzień nie jest ostanio intensywny?:). Ale dostałam tyle kwiatów, że pachnie nam teraz w pokoju jak w ogrodzie. A najlepsze jest to, że żadnych się nie spodziewałam.
Ten czerwony dostałam za wykład o śniegu w malarstwie, który przeprowadziłam w liceum plastycznym dla uczniów i zaproszonych gości:
Przepiękny, delikatny i pastelowy bukiet dostałam chwilę później od mojego Męża - tak bez okazji, chyba za to po prostu, że jestem:) Kwiaty są takie, jakie lubię. Trochę przypominają polne, dlatego włożyłam je do białej kanki na mleko. Wolę takie niż róże. Te fioletowe drobne kwiatuszki nawet kiedyś zbierałam na chorwackim wybrzeżu.
Pod wieczór odwiedzili mnie moi dawni uczniowie, z którymi miałam lekcje historii przez rok, kiedy zaczynałam pracę w szkole. Przynieśli ze sobą bukiet bzu i słodycze dla Lidki. Opowiadali, co u nich słychać. Pochwalę się, że wyrośli na wspaniałych młodych ludzi. Są harcerzami, więc wstępnie Lidkę zapisali już do zuszków;D Ewelinko, Justynko, Kubo - dzięki Wam!
Dziś Lideczka podarowała mi cudowne kwiaty z okazji przyspieszonego Dnia Matki. Zapewne zakup dokonał się w warunkach konspiracyjnych z Tatusiem;)
Co będę dziś porabiać? No, a jak myślicie? :)
Mam przed sobą paletę z moimi ukochanymi błękitami. W pokoju leżą dwie płyty o wymiarach 180x75 cm. Wszędzie panuje rozgardiasz. Pędzle, tubki z farbami, szmatki to będzie moja rzeczywistość przez najbliższe kilka dni. Boże Ciało już wkrótce, więc nie sposób, żebym próżnowała! Projekt jest ambitny, wymaga wiele wysiłku, a czasu jest mało. Tata robi fachowe konstrukcje w garażu, ja zajmuję się stroną estetyczną całości. Jak skończymy, to się Wam pochwalimy! Na razie nie trzymajcie kciuków, życzcie nam po prostu powodzenia!
Ściskam Was sobotnio!!! Dobrej, ciepłej niedzieli (brrr, jaki dziś ziąb;/)
PS. W imieniu swoim i mojej uczennicy Ewy Walickiej, która robi piękne zdjęcia i działa w stowarzyszeniu "FotoBalans" chciałam Was serdecznie zaprosić na bardzo ciekawie zapowiadającą się wystawę: