Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedmioty użytkowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedmioty użytkowe. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 29 września 2013
Malowane kwiaty dobre są na wszystko!
Witajcie!
Ostatnio zmalowałam:
Zakładki do książek na zamówienie pewnej przesympatycznej Osóbki, która prowadzi świetnego bloga: www.avrea.blogspot.com. Te lub inne wzory do zamówienia.
Gigantyczna filiżanka malowana dwustronnie, w której można będzie układać niemowlaki w czasie sesji noworodkowej.
A poniżej prezentuję zdjęcia zrobione przez Jagodę, na których widać ozdobioną przeze mnie skrzyneczkę:
Dobrej niedzieli dla Was!
środa, 21 sierpnia 2013
Skrzyneczki są na pieniądze albo na... dzieci!
Witajcie!
Jak się czasem okazuje, życie umie zaskakiwać. I nie zawsze musi chodzić o jakieś wielkie, poważne sprawy. Ja założyłam, że będę ludziom rysowała/malowała portrety, a tu proszę! Tyle innych ciekawych, niebanalnych rzeczy mam okazję robić.
Jak chociażby lifting skrzynek. Jedną z nich, która wyglądała na początku tak:
przerobiłam na "stary" kufer na skarby.
Nałożyłam więc kilka warstw ciemnej farby, gdzieniegdzie przetarłam papierem ściernym, a przycinając mój pasek od bluzki (i tak się już nie dopinałam;) przykleiłam do drewna tak, by imitował starodawne okucia. Miałam jeszcze kilka zbędnych koralików, które posłużyły mi za klamry czy kaboszony (bo jak fachowo nazwać te drobne elementy?).
Środek wyłożyłam połyskującym materiałem, który swego czasu wykorzystałam do dekoracji kościelnych. Nakleiłam parę perełek i już można było wsypać do środka pokaźną sumkę "złotych" monet;), które swoją drogą uszczęśliwiły pewną sympatyczną Parę Młodą.
Za zdjęcia skrzyneczki po tunningu dziękuję Jagodzie Barteczko (www.jagoda-barteczko.pl). Gdyby nie Ty, ta średniowieczna skrzynia nigdy nie ujrzałaby blogowego światła:)
***
Niektóre skrzynki są bez wieka. Do nich można włożyć owoce, czasopisma, tubki z farbami, ale też dziecko! A kiedy do takiej skrzyneczki włoży się niemowlaczka odpowiednio ustawionego, na pięknym tle i w mile zaaranżowanym otoczeniu, do tego doda sympatyczną panią fotograf, świetny sprzęt fotograficzny, ostre szkło i DOBRE ŚWIATŁO (ukłon w Twoją stronę, Dawidzie!) to może z tego wyjść cudowna sesja fotograficzna:)
Jedną z takich skrzynek wymalowałam w dmuchawce z dwóch stron i w polne kwiaty z dwóch pozostałych.
Wam pokazuję wersję ze skrzynką bez bobaska, bo fotografem nie jestem. Ale myślę, że czujecie o co chodzi? :)
Kiedy Jagoda wykona takie zdjęcia, to nie tylko będę miała pewność, że Wam pokazuję dzieła profesjonalistki, ale też na sto procent ta skrzyneczka znajdzie w Jej rękach godną oprawę:)
Buziaki!
piątek, 5 lipca 2013
Santorini o zmierzchu
Kiedy byłam dzieckiem, w wakacje często siadałam na ganku (najlepiej było, kiedy padał deszcz, bo wtedy lepiej się marzy), rozkładałam mapę na kolanach i wodziłam po niej palcem. Lubiłam odczytywać te wszystkie piękne, egzotyczne i niewiele mi mówiące nazwy i wyobrażać sobie, że jestem w stanie wszystkie te krainy ukryte pod melodyjnymi określeniami przemierzyć... Najlepsze były wyspy. Cejlon i Bali, Gotlandia i Reunion, Zanzibar i Barbados. Czy to nie pachnie przygodą? Złotym paskiem, cieniem palmy, mlekiem z orzecha kokosowego albo urwistym skalnym brzegiem, potwornym sztormem czy opuszczoną latarnią morską? :D
Tym razem padło na grecką Santorini, czyli Wyspę Świętej Ireny. Oczarowała mnie jej lśniąca biel i powalający intensywny błękit, kopuły i drewniane płotki.
Z zaciśniętymi z bólu ustami próbowałam zaaranżować na swoim podwórku zakątek iście grecki. Puste butelki, sztuczna niestety gałązka oliwna i kwiatki wypożyczone z tarasu pomogły mi wyczarować namiastkę gorącego Południa. Kamienie i tak zdążyły się wpić w moje kolana...:/ Ale czego się nie robi? :)
Mam nadzieję, że się Wam podoba.
Cudownego weekendu, drodzy Czytelnicy!
poniedziałek, 27 maja 2013
Pola na desce do krojenia
Witajcie!
Dziś ekspresowo, bo mam masę roboty. Chcę Wam pokazać maleńką deseczkę, którą ostatnio jako prezent podarowałam naszej Cioci Anieli z okazji urodzin, a którą wymalowałam akwarelami (była to moja pierwsza próba tymi farbkami) w sielski rozległy pejzaż, utrwalony fiksatywą:
U mnie wszystko wre - pędzle, farby, ołówki, książki, komputer. Powstają dwa nadnaturalnej wielkości kolorowe portrety świętych, malowana pszowska bazylika, w międzyczasie szykuję lekcję, poprawiam coś, bloguję, chodzę do dentysty... Nosi mnie okropnie i nie wiem, gdzie ręce włożyć, żeby z wszystkim zdążyć (a kupka z praniem rośnie;/). Myślę jednak, że dam radę. Na dowód mojego zaangażowania pokazuję niezamierzony efekt, jaki osiągnęłam przy wykonywaniu ostatnich prac miękkim ołówkiem (i to bez makijażu!)
Spokojnej nocy (spokojniejszej niż moja) dla Was! :D
środa, 20 marca 2013
Środa? Czas na kolejnego posta!
Jaka dziś piękna pogoda, prawda? Niebo przegląda się w naszym wypolerowanym na glanc stoliku salonowym. Wiosna idzie i idzie też nowe... Czujecie to? Patrzę przez okno z naszego drugiego piętra na zachodzące za lasem słońce i jest mi bardzo dobrze.
Siedzę przy stole, na którym leży ogromna korona cierniowa i listwy, za plecami mam stojak z dekoracjami na Triduum Paschalne, i kiedy inni pucują okna na święta, ja się zastanawiam, gdzie pomieścić wszystkie nasze (moje i Taty) instalacje. Kronika ze szkoły do napisania, póki co nietknięta, stosik ćwiczeń do oceny. Och, tyle pracy! Jestem szczęśliwa!
Spędziłam cudowne popołudnie z moją Córeczką. Bawiłyśmy się razem świetnie!
Poniżej możecie zobaczyć lustro, którego ramy ozdobiłam jeszcze w zeszłym roku w maju.
W lustrze przegląda się Lidzia, która bawiąc się dekoracyjnym domkiem dla ptaków uparcie twierdziła, że to psia buda:)
Pod włącznikiem światła niedawno przykleiłam drewienko trochę niechlujnie pomalowane białą farbą i z resztkami kleju widocznymi na zdjęciach (moim zdaniem, brak staranności dodał tylko uroku temu detalowi). Było ono niegdyś skrzydłem rzeźbionego anioła, ale, jak widzicie, już nie jest... bo nigdy jakoś nie mogłam się do niego przekonać.
Ostatnio marzą mi się antyczne klimaty: stare wazy, głowice kolumn. Trochę z tego antyku już mam:)
;)
Pozdrawiam Was środowo i wiosennie,
z szerokim uśmiechem na ustach, jak to ja;)
piątek, 13 lipca 2012
Łazienkowy rąbek tajemnicy
Wiedziałam, że na Was można polegać! Pod ostatnim postem tylu komentarzy, rad, krytycznego spojrzenia i ciekawych propozycji się nie spodziewałam. Pisałyście, że mam pokazać więcej łazienki, więc tyle, o ile (resztę zachowam dla siebie:) pokazuję w dzisiejszym, iście "morskim" poście:
Klamka zapadła. Będzie drabina. Właśnie w tym kącie:
Na razie jednak stoi tam:
Tylko komu mogę podwędzić drabinę? ;)
Uściski!!!
środa, 11 lipca 2012
Drabina w łazience? Doradźcie!
Nie od dziś wiadomo, że blogerki mają dobry gust pod wieloma względami. Koniecznie więc muszę skorzystać z Waszych rad. Chodzi o wieszak na ręczniki do łazienki. Ma być niebanalnie, tanio i "pod kolor". Myślicie, że się uda?
Pokazuje Wam migawki z naszej łazienki, które publikowałam do tej pory na blogu:
Łazienka jest utrzymana w stylu marine. Przynajmniej na początku tak zakładałam. Pomieszczenie jest dosyć duże, przestronne, jasne, z oknem dachowym, kafelki kremowe z motywem muszli, elementy ceramiczne białe (jak wymyję, to śnieżnobiałe;), baterie srebrne, meble łazienkowe białe lub szklane, kosz brązowy imitujący wiklinę. Kropla błękitu miesza się z czarnymi akcentami. Dodatki zmieniam wedle potrzeby. Są to zazwyczaj statek, żaglówka, latarnia morska, tablica rejestracyjna "Ocean State", muszle, dracena, czapla na długich nóżkach.
Jak sądzicie, czy drabina pobielana, przecierana lub całkiem surowa pełniąca funkcję wieszaka będzie tu na miejscu? Na przykład:
Pokazuje Wam migawki z naszej łazienki, które publikowałam do tej pory na blogu:
Łazienka jest utrzymana w stylu marine. Przynajmniej na początku tak zakładałam. Pomieszczenie jest dosyć duże, przestronne, jasne, z oknem dachowym, kafelki kremowe z motywem muszli, elementy ceramiczne białe (jak wymyję, to śnieżnobiałe;), baterie srebrne, meble łazienkowe białe lub szklane, kosz brązowy imitujący wiklinę. Kropla błękitu miesza się z czarnymi akcentami. Dodatki zmieniam wedle potrzeby. Są to zazwyczaj statek, żaglówka, latarnia morska, tablica rejestracyjna "Ocean State", muszle, dracena, czapla na długich nóżkach.
Jak sądzicie, czy drabina pobielana, przecierana lub całkiem surowa pełniąca funkcję wieszaka będzie tu na miejscu? Na przykład:
zdj. z www.babiniec-cafe.pl
zdj. z www.rokoko.squarespace.com
zdj. z www.followyourdreams.blox.pl
Waszym zdaniem hit czy kit? Piszcie!
A może macie inne ciekawe pomysły?
PS. Jeśli jednak drabina, może ktoś sprzedać jakąś starą, bez drewnojadów, rzecz jasna?:) Gdzie taką kupić?
niedziela, 4 marca 2012
Niechciane lustro
Chodzi o lustro niechciane przeze mnie, ma się rozumieć:) Dlaczego? Zaraz opowiem, ale po kolei: przeglądając mnóstwo wnętrzarskich blogów polskich i zagranicznych, śledząc nowe trendy i mody dekoratorskie mogę powiedzieć, że wiele przedmiotów, mebli, innych wytworków chętnie widziałabym u siebie w mieszkaniu. Są jednak takie, do których chyba nie zapałam miłością, bo jakoś nie mogę się przekonać i już. No na przykład lampy industrialne, tildowe przytulasie, wielkanocne jaja i ... lustra-słońce. Szczególnie te ostatnie. Myślałam o nich: "kurcze, jakiś koszmar!" Nie dość, że kojarzyły mi się z pogańskim Apollinem, to w dodatku miałam wrażenie, że zza rogu pokoju "oświetlonego" przez takie lusterko zaraz wyskoczy Ludwik XIV w tej swojej peruce. Nie gniewajcie się za dosadność opinii, ale dla mnie ważne są takie skojarzenia. Parę dni temu z czeluści piwnicznego składziku rupieci wytaszczyłam takie cudo (chodzi o ten okrągły przedmiot z prawej):
Przypuszczam, że był to jakiś dekoracyjny talerz do zawieszenia na ścianie. Paskudny, prawda? Jedyne, co mnie w nim przekonało to okalający wzór, który swoją kolorystyką pasował do mojej szafki (ci, którzy odwiedzają bloga, wiedzą, że chodzi o szafkę, nad którą wiszą tabliczki "Vis", "Kraków", "Roma"). Kombinowałam, co z nim zrobić. Nietrudno chyba zgadnąć, co mi się od razu nasunęło... I jak na złość w łazience stało jeszcze okropniejsze lusterko toaletowe pamiętające moje czasy studenckie. Było plastikowe, błyszczące i w kolorze wściekłej zieleni! Nie wyrzuciłam go jedynie przez sentyment. Jego właściwa część idealnie pasowała w środek znalezionego talerza. Wbrew samej sobie, tylko dla ładnego ornamentu znaleziska i dla przyjemności pozbycia się lusterka w kolorze groszku popełniłam właśnie lustro-słońce, ach...!
Na zdjęciu widać to lusterko po zdjęciu z nóżki i pracach wstępnych (potraktowaniu jego ramki białym akrylem na odwrociu).
Talerz tu i ówdzie pokryłam białą farbą, która dobrze "wydobyła" wzór, zrobiłam przecierki, polakierowałam, przykleiłam kilka koralików-perełek oraz samo lusterko i mam już to "niechciane":
Przypuszczam, że był to jakiś dekoracyjny talerz do zawieszenia na ścianie. Paskudny, prawda? Jedyne, co mnie w nim przekonało to okalający wzór, który swoją kolorystyką pasował do mojej szafki (ci, którzy odwiedzają bloga, wiedzą, że chodzi o szafkę, nad którą wiszą tabliczki "Vis", "Kraków", "Roma"). Kombinowałam, co z nim zrobić. Nietrudno chyba zgadnąć, co mi się od razu nasunęło... I jak na złość w łazience stało jeszcze okropniejsze lusterko toaletowe pamiętające moje czasy studenckie. Było plastikowe, błyszczące i w kolorze wściekłej zieleni! Nie wyrzuciłam go jedynie przez sentyment. Jego właściwa część idealnie pasowała w środek znalezionego talerza. Wbrew samej sobie, tylko dla ładnego ornamentu znaleziska i dla przyjemności pozbycia się lusterka w kolorze groszku popełniłam właśnie lustro-słońce, ach...!
Na zdjęciu widać to lusterko po zdjęciu z nóżki i pracach wstępnych (potraktowaniu jego ramki białym akrylem na odwrociu).
Talerz tu i ówdzie pokryłam białą farbą, która dobrze "wydobyła" wzór, zrobiłam przecierki, polakierowałam, przykleiłam kilka koralików-perełek oraz samo lusterko i mam już to "niechciane":
Zdaję sobie sprawę, że nie jest to ósmy cud świata, ale do kącika pasuje. Wnikliwym Obserwatorom dostrzegającym moją osobę w odbiciu już mówię: "to nie dlatego, że rano się nie poczesałam, to z powodu szału twórczego, w który wpadłam;)". A to cała aranżacja:
Pytam nieśmiało: "Co Wy na to? Ujdzie?"
I wiecie co? W piwnicy widziałam już kolejne lustro, takie wieeelkie, ze starej toaletki, ciekawie wykrojone, hmmm... i chyba znów coś się szykuje... ale to już będzie inna historia.
A tak na marginesie, przypomniało mi się, że w czasach wczesnochrześcijańskich pierwsi wyznawcy o Chrystusie mówili "Sol verus", Słońce prawdziwe lub "Lux mundi", Światłość świata, o promieniach słonecznych zaś "światłość wiekuista", odnosząca się do Osoby Boga (stąd też potem cała długa historia proweniencji Świąt Bożego Narodzenia). I taka symbolika z kolei bardzo mi odpowiada:)
Pięknej niedzieli pełnej światła!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























