Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 grudnia 2014

Mediterranean blue


Moi Drodzy!

Już kilka wpisów wcześniej zapowiadałam morską bryzę na blogu. Miało być letnio, wakacyjnie, miało pachnieć przygodą i śródziemnomorskim powietrzem.
Więc uwaga, uwaga, zapowiadam mój najświeższy obraz!  T a a - d a a m ! -





Na plaży odpoczywa prawdziwa piękność w plażowym kapeluszu, Pani Monika. Wy Jej jeszcze nie znacie, ja tak. Za jakiś czas pokażę tu Jej portret rysowany ołówkami i wtedy zobaczycie, jaką śliczną również ma twarz.




Praca ta miała być pełna słońca, pogody, światła. Założyłam, że cała będzie się skrzyć jak tafla wody. Mąż Pani Moniki, który zamówił obraz, napisał: Piękne! Wiedziałem, że takie będą, nie sądziłem jednak, że aż tak...










Gotowy obraz przez jakiś czas dekorował nam mieszkanie. Wiele osób w tym czasie mówiło, że lubi na niego patrzeć, bo wydaje im się, że fale zaraz podmyją im nogi, że w ogóle dobrze się czują, patrząc na to malowane morze.








Sama trochę wchłonęłam tego klimatu podróżniczego przy mieszaniu błękitów, lazurów i szmaragdów. Na komodzie, w której trzymam wszelkie akcesoria malarskie położyłam album z fotografiami wysp chorwackich, by w czasie długich, zimowych wieczorów móc po niego sięgnąć i trochę ogrzać się od środka.







Cóż nam szkodzi pomarzyć, że następne wakacje spędzimy w raju na ziemi, na wyspie Vis?





Słońca bardziej w sercu niż na dworze i wspaniałych marzeń Wam życzę w ten grudniowy, adwentowy czas:)


sobota, 8 listopada 2014

Wszystkie naraz


Podsumowałam dziś moją pracę w przedziale czasowym styczeń-październik 2014 r. Zebrałam wszystkie portrety i inne obrazy w wielką mozaikę. Okazało się, że trochę tego jest...




Następne w drodze. Nie mogę ich na razie pokazać, bo nie trafiły jeszcze do rąk właścicieli. Praca jednak wre, i na szczęście, końca nie widać... :) O tym właśnie marzyłam - by to, co robię, było niekończącą się opowieścią -

- jak moja miłość do tego, co proste i piękne






- jak moja miłość do książek (obecnie czytam trzy naraz)




Dobrze jest mieć bloga. Dobrze jest mieć WAS!
I wszędzie wokół kredki, ołówki, farby, książki, przydasie, dobrych ludzi, muzykę, niebo, aparat, marzenia, zabytki, dom, pasje, filiżankę kawy, możliwości, ochotę, mnóstwo uśmiechu, zdrowy sen, złote światło, sandały, witraże, pola, drogi. Dobrych ludzi, pisałam już?!?! Szczęśliwie jest ich wokół mnie pełno.
Dzięki Wam, dobrzy Ludzie, za to, że jesteście; że dzięki Wam mam ręce pełne roboty (bylebym trupem nie padła, jak zwykłam mówić).

Dobrego sobotniego wieczoru, wspaniałej niedzieli, Kochani!

sobota, 13 września 2014

Róż w pokoju, ruch w muzeum i kilka innych uwag



Kochani!


Chwalę się Wam naszym przemalowanym na kolor "kwitnącego migdałowca" pokojem:









Miałam kawałek Włoch na urlopie dzięki tej książce.







Teraz pokój jest różowy. Nigdy bym nie pomyślała, że się odważę, ale kiedy się już odważyłam, myślę, że jest cudownie! :)


Ostatnie miesiące mam dość pracowite...
W sierpniu w Muzeum otwieraliśmy wystawę o plakatach muzealnych:







a wczoraj dwie wystawy o piwowarstwie na Śląsku:













Przyjdźcie, to Was po nich oprowadzę:)


***

Tak się złożyło, że zrezygnowałam z pracy w szkole. Trochę mi jeszcze żal. Kochałam to zajęcie.
Jednak teraz robię to, o czym zawsze marzyłam i naprawdę jestem szczęśliwa, a co ważne, mam pracę w pracy i dom w domu, a nie pracę w pracy i pracę w domu - nauczyciele wiedzą, o czym piszę;)
Mam więcej czasu, by dla Was malować...

i czytać...


 w moim wzorzystym kąciku



i cieszyć się ludźmi po prostu...


Wkrótce zasypię Was nowymi pracami;)
Trzymajcie się zdrowo i ciepło, i znów mnie tu odwiedźcie!

niedziela, 8 grudnia 2013

Zaczytana po uszy


Witajcie moi Mili!

Od dawna noszę w sercu zamiar, by podzielić się z Wami treściami, które dla mnie są szczególnie bliskie, po które sięgam zwłaszcza wtedy, kiedy mi trudno z różnych względów. Słowa krzepiące, elektryzujące, coraz głębsze z każdym moim "zaczytaniem", bardzo, bardzo wzruszające. Po nich serce bije szybciej:






"
              - Dnia końca - rzekł - nie zna nikt poza Ojcem. Musicie czuwać. Jak błyskawica przyjdzie Syn Człowieczy, jak złodziej wkradnie się do domu nocną porą, przed pianiem kogutów. Módlcie się więc i czuwajcie (...) Czuwajcie, lecz nie trwóżcie się...
               Mimo Jego pocieszających słów milczeliśmy przygnieceni okropnością wizji, jaką przed nami rozpostarł. Nagle w ciszy rozległ się drżący głos Szymona:

               - A Ty, Panie, gdzie będziesz wtedy?
           






               W odpowiedzi uśmiechnął się lekko. Słońce zapadło za zębaty mur świątyni i tylko jego promienie leżały smugami na stygnącym niebie. Otoczony aureolą kształt Przybytku skamieniał w czarną bryłę. Powiał wiatr. Zachrzęścił liśćmi oliwek i znowu rozpłynął się w ciszy.
             






               Jego odpowiedź spłynęła na morze naszego lęku strugą oliwy. Można by pomyśleć, że On po to niepokoi, by ujrzawszy nasz strach tym skuteczniej odpędzić go jednym swym słowem. Jak wtedy, na morzu. Choć to, co powiedział, odnosiło się tylko do Szymona, każdy z nas odetchnął lżej w niejasnym poczuciu, że jest to także odpowiedź na niepokój jego serca. 
Padły słowa ciche, lecz drgające taką siłą, jakby nie miały nigdy ucichnąć:

                - Tam, gdzie ty będziesz, Piotrze...
                                                                                                                                  "




fragm. książki
Jana Dobraczyńskiego
Listy Nikodema



Te słowa smakują wybornie. Czyż nie?
Kiedy pewnej słonecznej jesiennej niedzieli fotografowałam nasz berberys, wiedziałam, że przyjdzie czas na ten post, te słowa, te obrazy...





***

A w "PeeSie" zamieszczam spóźniony krótki przegląd ubiegłego miesiąca:




Pięknego tygodnia pełnego radości, ciepła mimo zimowej aury i ufnego oczekiwania na Cud Narodzin Boga!
Najserdeczniej Was pozdrawiam!

wtorek, 19 listopada 2013

O cudownych kobietach i o Śląsku




Nieproszony gość
Pamięci Broni Brewińskiej


Niedawno jeszcze
/wokół domów naszych/
fruwały
białe i niebieskie latawce
słów
roześmiane jak Ty...

Radość miałaś
tańczącą w źrenicach
i rozdawałaś hojnie

Aż nieproszony gość
zjawił się pewnego dnia
zgasił płomień
w oczach
ujarzmił śmiech
cuglami bólu

I wypuścił istnienie
z granic wytrzymałości...

Honorata Sordyl, sierpień 1991










"Monia, to ty żeś nie wiedziała, że mama Karolinki (mojej uczennicy z piątej klasy) napisała książka???"
Wstyd przyznać, nie wiedziałam...

Za punkt honoru postawiłam więc sobie, że książkę zdobędę. Ba! Sama Autorka - Monika Fibic - mi ją podarowała! Napisałam ją z potrzeby serca, nie w celu zarobkowym, napisała mi w liściku dołączonym do publikacji.
Książkę przeczytałam jednym tchem, śmiejąc się i płacząc jednocześnie. Jest ona wspomnieniem o niezwykłej, wszechstronnie utalentowanej, serdecznej i urodziwej Artystce, Bronisławie Brewińskiej, mamie Moniki.
Spora część pracy to mądre gawędy "po naszymu", "po ślonsku" o tym, jak to dawniej bywało:

Opowiym wom, jak to u nos w doma we wilijo wyglondało. Moji ojcowie pochodzom z tych stron, to som taki Ślonzoki z dziada, pradziada i ta tradycjo wigilijno u nas dycko była ptrzestrzegano. Jak byłach jeszcze małom dziołszkom to miyszkali my w Radlinie w takim domu pod lasem. We wilijo rano tata szoł do lasa po choinka, a jak my dzieci z łóżek postowali, to było uciechy trzi miechy, bo choinka już była, a to znaczyło, że i świynta bydom...

tak zaczyna się jedna z opowieści.

Monika w swojej książce pisze też o zabytkach Wodzisławia Śl., o stroju ludowym, języku i stylu gawędziarskim.
Słowa, które szczególnie mnie ujęły zamieszczam poniżej:


List do matki


Kiedyś przyjdę do Ciebie
Roześmiana jak maj
Z pewnością mnie rozpoznasz
W ręku będę miała
Całą miłość tego świata
A w oczach
Dwa promyki

Bynajmniej nie słowa
Będą nam spełnieniem
Wystarczy bliskość
Której zawsze łaknęłam

Muszę tylko przeżyć to życie tak
Byś się za mnie nie wstydziła
Przed Najwyższym
By to
W co zawsze wierzyłaś
Stało się treścią mojego życia
I ucieleśnieniem Twoich pragnień

Monika Fibic, marzec 2001





Kochani, powiem Wam na ucho, że Monika ma jeszcze w domu parę egzemplarzy swojej książki. Kto się do Niej promiennie uśmiechnie, może dostanie... ;)

Do napisania!

środa, 18 września 2013

Dmuchawce raz jeszcze





Witajcie!


Smutno dziś, szaro, zimno. Nawet ludzie przyczynili się do mojego chwilowego spadku optymizmu. Takie są jednak uroki życia.
Mój kredkowy mini-rysunek też jest ulotny. Gdzie wywiało radość???










I tekst będący tłem dmuchawca jakiś niewesoły, gorzki.



***

Jednym z kilku dobrodziejstw internetu (poza blogowaniem;) jest dostęp do naprawdę świetnych treści. Na przekór swojemu rozdrażnieniu i niechęci, postanowiłam znaleźć dla siebie coś wartościowego. Udało się, jak zwykle:)

Dla chętnych Ludzi, będących w potrzebie zaczerpnięcia pięknego słowa jak świeżego powietrza podsyłam:



Roman Brandstaetter
Pieśń Madonny


Sławię człowieka.
Który jest dziełem 
Mojego Pana.

Mój Pan go ulepił 
Z materii i energii 
Na granicy wody i ziemi 
I dał mu twarz 
Wieczności. 

Jego mózg uczynił 
Stolicą mądrości.

Jego serce —
Tronem miłości i krwi.

Jego zmysłom
Dał intuicję aniołów. 

Wyobraźni — 
Widzenie niebiosów. 
Ciału — 
Piękno cedrów libańskich.

Uderzam palcami 
W siedmiostrunną lutnię 
I śpiewam chwałę 
Dzieła Pańskiego. 
Albowiem jest dobre.

Więc dlaczego smucisz się
I szukasz sensu swojego istnienia
Na mieliznach
Nieładu i zwątpień.
I ukamienowanych wartości?
Dlaczego lękasz się 
Życia i śmierci, 
Wieczności i przemijania. 
I cienia własnej dłoni?

Nie trwóż się.

Nie jesteś osią 
Kosmosu, 
Który przemija.

Ani osią
Życia,
Które się wypala.

Ani osią
Swojego domu.
Złota
I spichlerzy,
Które są marnością
Nad marnościami.

Jesteś osią Boga.

Mój Pan krąży dokoła
Ciebie.
Jak rój pszczeli
Dokoła ula,
Jak ptak
Dokoła gniazda.
Jak ziemia
Dokoła osi.

Więc dlaczego smucisz się, 
Duszo człowiecza. 
Burzo krwawiąca 
W glinianej urnie?





Trzymajcie się raźniej niż ja!

PS. Zdjęcia zrobił mój Tata dawno, dawno temu;)

sobota, 7 września 2013

Post z uśmiechem :)




Witajcie!


Wczoraj przed moimi popołudniowymi zajęciami w szkole postanowiłam wziąć się za sprzątanie (tak, tak! i ja czasem sprzątam;). Starłam kurze i umyłam schody od poddasza po sam dół. Przed domem spojrzałam na pola i łąki, które rozciągają się tuż za nim.
Był pogodny dzień. Świeciło słońce, wiał wiatr. Stanęłam boso na ziemi. Zwróciłam twarz w stronę słońca i zamknęłam oczy. Powietrze pachniało późnym latem. W tym momencie liczyło się tylko to, że czułam szorstką ziemię pod nogami, delikatne ciepło na policzkach i orzeźwiający wiatr, który rozwiewał mi włosy. Ta chwila, wyrwana z codzienności, kiedy obok stało wiadro z wodą, a w ręce trzymałam brudną szmatę, była tak nieoczekiwana, że aż wzruszająca. I choć górnolotnie i patetycznie to zabrzmi, poczułam do głębi niezmierny spokój i światło. Byłam tylko ja i ta złota przestrzeń pod powiekami. Szczęście do bólu. Wiecie, jaka ja byłam w tym momencie bogata? Miałam wszystko - ziemię, słońce i wiatr. Trwało to chwilę, kiedy zorientowałam się, że woda ze ścierki płynie mi strumieniem po łydce:)



buszującą w zbożu Monię sfotografowała Jagoda Barteczko



Jak żywo stanęła mi przed oczyma taka jedna, przejmująca scena z powieści historycznej "Kamień wegielny" Zoe Oldenbourg, która kształtowała moje wyobrażenie o średniowiecznym świecie. Dla chętnych Czytelników przytaczam jeden z moich ulubionych jej fragmentów:

"Słońce padało wprost na odsłoniętą głowę starego (był ślepy), klęczał tak nieruchomo, że gołębie polatujące przed progiem siadały mu na nogach i ramionach. A im dłużej tu klęczał przytulony do kolumienki, obejmując rękoma stopę świętego Piotra, tym większą miał chęć pozostać tu na zawsze; nie czuł, że krew mu odpływa ze zdrętwiałych ramion, a ponieważ nic nie widział, czuł, że ciało jego olbrzymieje i wznosi się, rośnie na wsze strony, pilaster zmienia się w kolumnę podpierającą strop katedry, a posąg świętego w niebotyczną wieżę, portyk kościelny wznosi się coraz wyżej, ponad góry, i panuje nad całym krajem. Wystarczyłby jeden krok, a przeskoczyłby Rodan, wystarczyłoby wyciągnąć rękę, a dotknąłby morza. O dziwo, wcale go to nie przerażało. Nie odczuwał ani zawrotu głowy, ani upojenia, ale wielki spokój. (...) I widział nasycone słońcem, błękitniejące w oddali, dziwacznie postrzępione ogromne górskie obszary, rzeki o zielonych brzegach pokryte gromadami żaglowców, a potem jak okiem sięgnąć łany dojrzałego zboża i bory stuletnich dębów i stuletnich sosen, buki o głębokich jamach pod korzeniami, a w niskopiennym lesie jamy, do których chowały się lisy wraz z lisiętami, jelenie biegały po polanach, nad wierzchołkami drzew krążyły sępy. (...) 
"O Przyjacielu, czy chcesz mi powiedzieć, że serce moje zachowało nadal wzrok i pamięć tego, co ongi widziałem? (...) Oto dostrzegam każdy listek na drzewach i ptaszki na gałęziach i krople rosy na trawie, a jednak ich nie widzę. Panie! Nie widzę!..." "

Piękne, prawda???



                                                                            zdjęcie: J. Barteczko


Gdyby życie składało się tylko z takich chwil olśnień i uniesień, byłoby CUDOWNIE, i choć wcale czasem tak różowo nie jest, to bezwzględnie i bez wyjątków życie jest CUDEM!
Obiecałam sobie, że w przyszłym roku na wakacjach będę po całych dniach chodziła na boso i zapuszczę włosy, żeby intensywniej czuć w nich wiatr. Będę żyła PO PROSTU! A może zacznę od dziś?


***

"Ja buszująca" już byłam powyżej, teraz pora na Lidkę buszującą dziś w praniu. Uśmiechnijcie się teraz do siebie i do świata tak radośnie jak moja Córeczka do Was:






Obiecuję, że następny post będzie bardziej "twórczy". Najwyższa pora pokazać jakiś portret.
Do napisania!

poniedziałek, 2 września 2013

Ku jesieni



Witajcie!

Wiecie, co mnie ostatnio tak bardzo cieszy? Że zawsze wtedy, kiedy przemknie mi myśl, by zarzucić bloga, niespodziewanie słyszę od ludzi: "Monia, a Ty nic nie mówiłaś, że prowadzisz bloga!", "Byłam u Ciebie na blogu. Fajny jest", "Lubię cię czytać". Wasze wsparcie i obecność tutaj są najlepszym dowodem na to, że warto i motywacją, tym bardziej, że licznik wyświetleń nie kłamie. Przekroczył ostatnio liczbę 30 tysięcy odwiedzin, co dla mnie jest prawdziwym sukcesem. Dziękuję!



***


Do naszego mieszkanka zawitała jesień. Przyszła w dodatkach koloru ziemi z kroplą błękitu (a jakże!) i malinowej czerwieni:


Wczoraj przytaszczyłam niezrównanej urody gałązki do domu. Ich kształt i srebrzystozielony kolor podbiły moje serce. Problem w tym, że nikt nie potrafi mi powiedzieć, co to za drzewko tak sobie upodobałam. Gdybyś ktoś wiedział, niech pisze w komentarzach lub na fb. Mam nadzieję, że nazwa jest równie piękna. Kojarzy mi się z Ziemią Świętą...




Jeśli znajdę w moim rozkładzie dnia wolną chwilę, to z kawą pod ręką usiądę wygodnie w fotelu i poczytam sobie, tradycyjnie już na jesień, o Dolinie Muminków w listopadzie. I choć to może wydać się zabawne, że taka stara, a bajki czyta, to nie znam innej książki, w której można tak namacalnie usłyszeć szelest liści, uderzanie kropli deszczu o brezent, zobaczyć szarość nieba i gdzie można poczuć chłodny powiew wiatru. Opisy przyrody są kapitalne!





***

Rok szkolny się zaczął. Na osłodę częstujcie się wszyscy czytający mnie nauczyciele oraz moi obecni i byli uczniowie:






***

Lidka też próbuje swoich sił. "Mama, pędzlami chcę malować, jak ty!!!" Ten okrzyk oznacza, że podłoga zaraz będzie nakrapiana, stolik zalany, a małe dwuletnie paluszki... przemilczę może. Dla sztuki jednak warto znieść wiele ;)
A że u nas farb dostatek, użyczyłam dziecku swoich miniaturowych akwarelek. Ile było radości! :)





Nasz Przyjaciel, człowiek o niebywałej wyobraźni, stwierdził, że są to Indianie wskakujący z trawy do wody. Pierwszy u dołu po lewej już płynie, trzech wskakuje, a dwóch pozostałych jeszcze się waha. Dobre:)
A propos Indian, Jasiu napisał kiedyś na kartce pocztowej zamiast standardowych pozdrowień takie pozdrowienia z Chorwacji:

Świyci nadymnom klara,
Jakby się pytoł kiery:
Pysk mom spolony i wara,
Czerwone jak indianery.

Kłaniom się tyj przirodzie,
Czaruje pjynknym mje tu.
Klara błysko na wodzie
Choby tyn noż łod Winetu.

Jak prziciongnymy du dom,
Brońcie się blade twarze.
Wyrżnymy Wom marudom,
Na żiciach tatuaże.

(autor: Jan Kaintoch, hanys o wielkim sercu)

Wiersz jest napisany gwarą śląską - informuję tych, którzy bloga czytają, a hanysami nie są. Jeśli ktoś jest zainteresowany przełożeniem go na język polski, niech pisze! Służę pomocą jako translator:)






To na tyle. Zmykam przytulić Lidzię:)