niedziela, 15 września 2013

Święci od weterynarzy i informatyków




Witajcie!

Jedno z moich ostatnich zleceń było całkiem nietypowe. Po pierwsze, święci, których malowałam, nie są wcale powszechnie znani i nie posiadają obszernej ikonografii. Po drugie, kształt podobrazia też był nietypowy, inspirowany barokowymi kartuszami i na taką modłę wycinany (za co bardzo dziękuję mojemu Tacie - Jego pomoc jest nieoceniona).
Oto efekty moich twórczych starań:




Izydor, biskup i doktor Kościoła, hiszpański święty żył na przełomie VI/VII w. Według tradycji przy narodzinach Izydora rój pszczół miał osiąść na jego ustach i zostawić słodki miód jako zapowiedź daru niezwykłej wymowy. Jego wspaniałe życie zakończyła równie piękna śmierć, która nastąpiła w ubogiej izbie, po tym jak w katedrze w obecności biskupów sufraganów i ludzi zdjął biskupie szaty, nałożył wór pokutny, posypał głowę popiołem, odbył publiczną spowiedź, a wszystkich zebranych pożegnał pocałunkiem pokoju.
Atrybutami św. Izydora są pastorał, pióro i pszczoły. Jest patronem internetu, internautów (czyli moim również:), informatyków i programistów.




fragment malowidła, który ukazuje ramę okalającą portret świętego, imitowaną na kamienną





Św. Eligiusz był doskonały we wszystkim, co robił. Sprawdził się jako złotnik na dworze króla francuskiego Chlotara II, jako zakonnik, a potem również jako biskup zarządzający swoją diecezją Noyon-Tournai. Jest patronem złotników i artystów w metalach, patronem szpitali, wzywany jest przy pożarach. Jego atrybutami są pastorał, młot, kowadło, kleszcze, kopyto końskie. W Polsce obrano go również patronem weterynarzy.




Obrazy zostały zamówione jako prezent ślubny dla Młodej Pary - przyszłej pani weterynarz i pana informatyka.
A może ktoś z Was chciałby zamówić portret swojego świętego? Mój adres mailowy znacie! :)



Przypominam o trwającym na facebooku candy. Możecie się jeszcze zapisać, klikając TUTAJ!

Słonecznego niedzielnego popołudnia Wam życzę!


PS. Pisząc o śś. Izydorze i Eligiuszu korzystałam z książki ks. Wincentego Zaleskiego sdb pt. "Święci na każdy dzień".

piątek, 13 września 2013

Pałac w Krowiarkach. Nostalgia, nadzieja, ruina i piękno.



Witajcie tym razem deszczowo, trochę smutno, prawdziwie jesiennie!



Dziś będzie opowieść malowana słowem i obrazem o magicznym miejscu w powiecie raciborskim:

Za rozwalającym się murem z bramą, w którą wjeżdżamy stoją zabudowania gospodarcze. Pan, który pilnuje kompleksu pałacowo-parkowego, rozmawia z Jagodą, która przyjechała tu z Młodymi na plener ślubny. Parkujemy, wyjmujemy z auta potrzebne rzeczy, idziemy w stronę pałacu.
Budowla o mansardowym dachu z lukarnami, o wieżyczkach krytych neobarokowymi hełmami jest niejednorodna stylowo: trochę neogotyku, trochę secesji. Monumentalna, robi wrażenie. Czas jednak jej nie oszczędza. Wielkość założenia daje wyobrażenie o dawnej świetności, ale jest jasne, że za niedługo budynek zamieni się w ruinę, i nawet drewniane rusztowania przy jednej z elewacji, które rzekomo stoją tu od dziesięciu lat, niewiele pomogą.


Wchodzimy do środka. Stoimy w sieni. Wszędzie pełno kurzu, w oknach pajęczyny. Na ziemi rozbite szkło, potrzaskane stiuki. Światło wpada przez szczeliny w pokryciu dachowym, przez fantazyjnie wykrojone, otwarte na oścież okna - niektóre mają szyby, niektóre zakryto folią. Klatka schodowa pnie się w górę, na wyższe kondygnacje. Puste czarne okulusy (okrągłe otwory w ścianie) kontrastują z jasną ścianą, z której odchodzi tynk. Piękno tego miejsca powala, ale zachwyt nad nim zmieszany jest ze smutkiem...


Te zdjęcia, wykonane przeze mnie, którymi chcę się z Wami podzielić opatrzyłam fragmentami wierszy, związanymi z pytaniami o sens, z przemijaniem, cierpieniem, przeżyciami związanymi z II wojną światową, śmiercią, i w końcu z nadzieją, która jeśli umiera (czasem umiera z ziemskiego punktu widzenia), to jednak umiera ostatnia...







Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, Zachód słońca na zamku








Krzysztof Kamil Baczyński, Zwycięzcy


Słowa Oscara Wilde'a







Krzysztof Kamil Baczyński, Których nam nikt...


Jerzy Szymik, Zorze i jaskółki





Jerzy Szymik, Świat jest lustrem





 O historii pałacu w Krowiarkach - siedzibie niemieckich magnatów Donnersmarcków i o jego losach powojennych możecie poczytać tutaj: http://www.palac.krowiarki.org. Pełne uroku wnętrza pałacowe ukazane są jako tło pokazu pewnej kolekcji mody: KLIK.

Zakatarzona pozdrawiam Was w ten pochmurny piątek!


PS. Ja Wam się podoba moje zdjęcie na schodach pałacowych, które umieściłam w nagłówku bloga? Zrobiła je Jagoda Barteczko. Ktokolwiek marzyłby o takiej sesji, niech wie, że jest ktoś, kto to marzenie może spełnić! 

poniedziałek, 9 września 2013

Portret Maćka i mój artykuł w czasopiśmie



Witajcie!


Pokazuję Wam obiecany portret:







To Maciek, którego miałam przyjemność malować farbami akrylowymi na płótnie o wymiarach 50x50 cm ze zdjęcia profilowego na facebooku ;) O ile dobrze się orientuję, obraz miał być prezentem urodzinowym dla niego.
Mogę powiedzieć, że malowanie sprawia mi coraz większą radość. Zawsze trzymałam się sztywno ołówka, teraz widzę, że pędzel nie taki zły! ;)


***


Dziś też spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Artykuł o śląskiej religijności, który napisałam już jakiś czas temu ukazał się w "Nurcie SVD", półroczniku misjologiczno-religioznawczym. To dla mnie prawdziwy zaszczyt!






Wszystkich moich drogich Czytelników pozdrawiam bardzo mocno! Wiedzcie, że zawsze ciepło o Was myślę:)))

sobota, 7 września 2013

Post z uśmiechem :)




Witajcie!


Wczoraj przed moimi popołudniowymi zajęciami w szkole postanowiłam wziąć się za sprzątanie (tak, tak! i ja czasem sprzątam;). Starłam kurze i umyłam schody od poddasza po sam dół. Przed domem spojrzałam na pola i łąki, które rozciągają się tuż za nim.
Był pogodny dzień. Świeciło słońce, wiał wiatr. Stanęłam boso na ziemi. Zwróciłam twarz w stronę słońca i zamknęłam oczy. Powietrze pachniało późnym latem. W tym momencie liczyło się tylko to, że czułam szorstką ziemię pod nogami, delikatne ciepło na policzkach i orzeźwiający wiatr, który rozwiewał mi włosy. Ta chwila, wyrwana z codzienności, kiedy obok stało wiadro z wodą, a w ręce trzymałam brudną szmatę, była tak nieoczekiwana, że aż wzruszająca. I choć górnolotnie i patetycznie to zabrzmi, poczułam do głębi niezmierny spokój i światło. Byłam tylko ja i ta złota przestrzeń pod powiekami. Szczęście do bólu. Wiecie, jaka ja byłam w tym momencie bogata? Miałam wszystko - ziemię, słońce i wiatr. Trwało to chwilę, kiedy zorientowałam się, że woda ze ścierki płynie mi strumieniem po łydce:)



buszującą w zbożu Monię sfotografowała Jagoda Barteczko



Jak żywo stanęła mi przed oczyma taka jedna, przejmująca scena z powieści historycznej "Kamień wegielny" Zoe Oldenbourg, która kształtowała moje wyobrażenie o średniowiecznym świecie. Dla chętnych Czytelników przytaczam jeden z moich ulubionych jej fragmentów:

"Słońce padało wprost na odsłoniętą głowę starego (był ślepy), klęczał tak nieruchomo, że gołębie polatujące przed progiem siadały mu na nogach i ramionach. A im dłużej tu klęczał przytulony do kolumienki, obejmując rękoma stopę świętego Piotra, tym większą miał chęć pozostać tu na zawsze; nie czuł, że krew mu odpływa ze zdrętwiałych ramion, a ponieważ nic nie widział, czuł, że ciało jego olbrzymieje i wznosi się, rośnie na wsze strony, pilaster zmienia się w kolumnę podpierającą strop katedry, a posąg świętego w niebotyczną wieżę, portyk kościelny wznosi się coraz wyżej, ponad góry, i panuje nad całym krajem. Wystarczyłby jeden krok, a przeskoczyłby Rodan, wystarczyłoby wyciągnąć rękę, a dotknąłby morza. O dziwo, wcale go to nie przerażało. Nie odczuwał ani zawrotu głowy, ani upojenia, ale wielki spokój. (...) I widział nasycone słońcem, błękitniejące w oddali, dziwacznie postrzępione ogromne górskie obszary, rzeki o zielonych brzegach pokryte gromadami żaglowców, a potem jak okiem sięgnąć łany dojrzałego zboża i bory stuletnich dębów i stuletnich sosen, buki o głębokich jamach pod korzeniami, a w niskopiennym lesie jamy, do których chowały się lisy wraz z lisiętami, jelenie biegały po polanach, nad wierzchołkami drzew krążyły sępy. (...) 
"O Przyjacielu, czy chcesz mi powiedzieć, że serce moje zachowało nadal wzrok i pamięć tego, co ongi widziałem? (...) Oto dostrzegam każdy listek na drzewach i ptaszki na gałęziach i krople rosy na trawie, a jednak ich nie widzę. Panie! Nie widzę!..." "

Piękne, prawda???



                                                                            zdjęcie: J. Barteczko


Gdyby życie składało się tylko z takich chwil olśnień i uniesień, byłoby CUDOWNIE, i choć wcale czasem tak różowo nie jest, to bezwzględnie i bez wyjątków życie jest CUDEM!
Obiecałam sobie, że w przyszłym roku na wakacjach będę po całych dniach chodziła na boso i zapuszczę włosy, żeby intensywniej czuć w nich wiatr. Będę żyła PO PROSTU! A może zacznę od dziś?


***

"Ja buszująca" już byłam powyżej, teraz pora na Lidkę buszującą dziś w praniu. Uśmiechnijcie się teraz do siebie i do świata tak radośnie jak moja Córeczka do Was:






Obiecuję, że następny post będzie bardziej "twórczy". Najwyższa pora pokazać jakiś portret.
Do napisania!

czwartek, 5 września 2013

Ananas z Syberii i dom pachnący lawendą



Witajcie!

Już wiem, jak nazywa się krzew, którego gałęzie przytargałam w niedzielę do domu, bo mnie olśniły swoim srebrzystym pięknem. Zapytałam o to Wojtka, który jest prawdziwym ekspertem w takich sprawach. Nie dość, że bez wahania stwierdził, że to rokitnik, to jeszcze podał jego występowanie, zastosowanie i nazwę systematyczną (po łacinie, z wyjaśnieniem, skąd się wzięła). Zostałam bez słowa :)




Spróbowałam owoców tej rośliny. Są kwaśne jak cytrynka, mają dużo witaminy C, robi się z nich dżemy i soki, działają przeciwbólowo, a nawet poprawiają wygląd cery.
Rokitnik rośnie na wybrzeżach morskich od Pirenejów i Wysp Brytyjskich po Chiny. W Rosji nazywany jest "syberyjskim ananasem".


www.gdynia-oksywie.mojeosiedle.pl
***


A skoro o roślinach mowa, u mojej Cioci w ogródku rośnie ponadczasowa lawenda:






A to prawdziwe królestwo lawendy - chorwacka wyspa Hvar:

www.cro.pl

www.chorwacjawczasy.com.hr

Chorwacka odmiana lawendy jest szlachetniejsza od tej prowansalskiej.

Moi Drodzy, do czego ten post zmierza? Ano chcę Was zachęcić do przyjrzenia się pewnemu drewnianemu napisowi wykonanemu przez Old Tools And Woodworking, który ozdobiłam malowanymi łodyżkami lawendy.






Jeśli macie ochotę mieć taki w swoich domach, zajrzyjcie do sklepiku Sercem Malowane.

A co byście powiedzieli na wrzosowego homa? Macie jeszcze jakieś stolarsko-malarsko-floralne pomysły?




Cała w kwiatach pozdrawiam Was wrześniowo! :)

poniedziałek, 2 września 2013

Ku jesieni



Witajcie!

Wiecie, co mnie ostatnio tak bardzo cieszy? Że zawsze wtedy, kiedy przemknie mi myśl, by zarzucić bloga, niespodziewanie słyszę od ludzi: "Monia, a Ty nic nie mówiłaś, że prowadzisz bloga!", "Byłam u Ciebie na blogu. Fajny jest", "Lubię cię czytać". Wasze wsparcie i obecność tutaj są najlepszym dowodem na to, że warto i motywacją, tym bardziej, że licznik wyświetleń nie kłamie. Przekroczył ostatnio liczbę 30 tysięcy odwiedzin, co dla mnie jest prawdziwym sukcesem. Dziękuję!



***


Do naszego mieszkanka zawitała jesień. Przyszła w dodatkach koloru ziemi z kroplą błękitu (a jakże!) i malinowej czerwieni:


Wczoraj przytaszczyłam niezrównanej urody gałązki do domu. Ich kształt i srebrzystozielony kolor podbiły moje serce. Problem w tym, że nikt nie potrafi mi powiedzieć, co to za drzewko tak sobie upodobałam. Gdybyś ktoś wiedział, niech pisze w komentarzach lub na fb. Mam nadzieję, że nazwa jest równie piękna. Kojarzy mi się z Ziemią Świętą...




Jeśli znajdę w moim rozkładzie dnia wolną chwilę, to z kawą pod ręką usiądę wygodnie w fotelu i poczytam sobie, tradycyjnie już na jesień, o Dolinie Muminków w listopadzie. I choć to może wydać się zabawne, że taka stara, a bajki czyta, to nie znam innej książki, w której można tak namacalnie usłyszeć szelest liści, uderzanie kropli deszczu o brezent, zobaczyć szarość nieba i gdzie można poczuć chłodny powiew wiatru. Opisy przyrody są kapitalne!





***

Rok szkolny się zaczął. Na osłodę częstujcie się wszyscy czytający mnie nauczyciele oraz moi obecni i byli uczniowie:






***

Lidka też próbuje swoich sił. "Mama, pędzlami chcę malować, jak ty!!!" Ten okrzyk oznacza, że podłoga zaraz będzie nakrapiana, stolik zalany, a małe dwuletnie paluszki... przemilczę może. Dla sztuki jednak warto znieść wiele ;)
A że u nas farb dostatek, użyczyłam dziecku swoich miniaturowych akwarelek. Ile było radości! :)





Nasz Przyjaciel, człowiek o niebywałej wyobraźni, stwierdził, że są to Indianie wskakujący z trawy do wody. Pierwszy u dołu po lewej już płynie, trzech wskakuje, a dwóch pozostałych jeszcze się waha. Dobre:)
A propos Indian, Jasiu napisał kiedyś na kartce pocztowej zamiast standardowych pozdrowień takie pozdrowienia z Chorwacji:

Świyci nadymnom klara,
Jakby się pytoł kiery:
Pysk mom spolony i wara,
Czerwone jak indianery.

Kłaniom się tyj przirodzie,
Czaruje pjynknym mje tu.
Klara błysko na wodzie
Choby tyn noż łod Winetu.

Jak prziciongnymy du dom,
Brońcie się blade twarze.
Wyrżnymy Wom marudom,
Na żiciach tatuaże.

(autor: Jan Kaintoch, hanys o wielkim sercu)

Wiersz jest napisany gwarą śląską - informuję tych, którzy bloga czytają, a hanysami nie są. Jeśli ktoś jest zainteresowany przełożeniem go na język polski, niech pisze! Służę pomocą jako translator:)






To na tyle. Zmykam przytulić Lidzię:)