piątek, 9 marca 2012

East Coast




Skończyłam niedawno projekt pt. "Zrób coś z kredensem, Monia!" Problem tkwił w tym, że drzwiczki tego mebla były przeszklone, a to, co trzymamy w środku jednak nie zawsze jest godne wyeksponowania. Kiedy siedziałam na tapczanie naprzeciw kredensu nieład widoczny przez szybki sprawiał mi dyskomfort (ten, kto mnie zna wie, że niełatwo u mnie o takie poczucie:).
Myślałam, co by z tym zrobić, myślałam... i wpadłam na pewien pomysł. Przydatne były kartki z bloku technicznego, marker, linijka, pędzelek, farbka i taśma klejąca. Efekt pracy i tym samym kredens w nowej szacie pokażę wkrótce. Dziś tylko migawki.



Inspiracją dla mnie był post Kalinki o kolekcji Riviera Maison na lato 2012 - "White Sands Beach Resort", szczególnie lampka (zob. tutaj). Gorąco Wam polecam blog KALINKI SUMMERHOUSE (http://summerhouse-kalinki.blogspot.com). Ja go czytam jak powieść pełną pasji, blasku, wakacyjnego słońca, przestrzeni, morskiej bryzy, rześkości i tak poruszających moją wyobraźnię nazw geograficznych jak Rhode Island, New England, Cape Cod. U Niej naprawdę można świetnie wypocząć! Zapraszam!
Miłego weekendowego wypoczynku:)



czwartek, 8 marca 2012

Mydlarnia "Zapachy natury"



Jest w Wodzisławiu na Górnym Śląsku taki mały sklepik. Urządzony z wielkim smakiem, przytulny, z pięknymi meblami, z kominkiem na świece, zadbany, pachnący... Prowadzony przez Panią Anię - wspaniałą, przesympatyczną, a jednocześnie mądrą i skromną kobietę (która, jeśli właśnie czyta te słowa, pewnie gniewa się na mnie i myśli sobie, że przesadzam, bo Ona z tych, co się nie afiszują). Otóż, w sklepiku można znaleźć prawdziwe cudeńka. Wybór jest duży - od ręcznie robionych mydeł wszelkiego gatunku, koloru, kształtu i zapachu, po sole do kąpieli, balsamy i olejki. Z okazji Dnia Kobiet (choć przecież nie tylko od święta) można zafundować sobie odrobinę luksusu:)
Przed paroma dniami miałam możliwość zajrzeć do Jej mydlarni, nacieszyć oczy tymi wspaniałościami. Pomogłam też zapakować kilka zestawów kosmetyków. Oto zdjęcia z sesji "prezentowej". O, gdyby można było sobie wyciągnąć rękę i brać i brać, i brać... :)
To dla Was:







W imieniu swoim i Pani Ani serdecznie Was zapraszam do mydlarni "Zapachy natury"! 
Udanego świętowania:)
PS. Pani Aniu, pozdrawiam!!!



wtorek, 6 marca 2012

Zawieszki, zawieszki...


Zawieszkowe szaleństwo trwa! Były tabliczki "krajoznawcze" (tu), "sweethome'owe" (???, tu), a teraz doszły topograficzno-miejsko-mieszkaniowe (uff!), które (jak te na zdjęciu u góry) są częścią większego projektu pt. "Grób Pański 2012" dla naszej pszowskiej bazyliki. Przy okazji widać, jaki mam porządek w szufladzie (śmiech na sali:).




Gdzieniegdzie widać ślady po ołówku, bo zanim cieniuteńkim pędzelkiem "namaluję" napis, robię wcześniej szkic. Obejrzyjcie też moje ulubione, starannie wyselekcjonowane pocztówki i obrazeczki, które powyciągałam z głębin tysiąca pudeł mieszkających pod tapczanem, a które lubię mieć pod ręką i na oku, bo są bardzo ładne i dobrze mi się kojarzą.


Z rozmachu zrobiłam dla siebie jeszcze jedną zawieszkę z napisem "kuchnia", trochę na przekór tym wszystkim "cuisines", "kitchens", "cuchinas" itd. Bo chociaż Ślązaczka jestem to Polka ze mnie z krwi i kości:) Tabliczka zawisła na sznureczku z juty pod kuchennym zegarem, oczywiście prosto z Paryża (i tu mój patriotyzm poległ;)




Dziękuję za odwiedziny, za wszystkie miłe komentarze:) Słonecznego wtorku!

niedziela, 4 marca 2012

Niechciane lustro

Chodzi o lustro niechciane przeze mnie, ma się rozumieć:) Dlaczego? Zaraz opowiem, ale po kolei: przeglądając mnóstwo wnętrzarskich blogów polskich i zagranicznych, śledząc nowe trendy i mody dekoratorskie mogę powiedzieć, że wiele przedmiotów, mebli, innych wytworków chętnie widziałabym u siebie w mieszkaniu. Są jednak takie, do których chyba nie zapałam miłością, bo jakoś nie mogę się przekonać i już. No na przykład lampy industrialne, tildowe przytulasie, wielkanocne jaja i ... lustra-słońce. Szczególnie te ostatnie. Myślałam o nich: "kurcze, jakiś koszmar!" Nie dość, że kojarzyły mi się z pogańskim Apollinem, to w dodatku miałam wrażenie, że zza rogu pokoju "oświetlonego" przez takie lusterko zaraz wyskoczy Ludwik XIV w tej swojej peruce. Nie gniewajcie się za dosadność opinii, ale dla mnie ważne są takie skojarzenia. Parę dni temu z czeluści piwnicznego składziku rupieci wytaszczyłam takie cudo (chodzi o ten okrągły przedmiot z prawej):


Przypuszczam, że był to jakiś dekoracyjny talerz do zawieszenia na ścianie. Paskudny, prawda? Jedyne, co mnie w nim przekonało to okalający wzór, który swoją kolorystyką pasował do mojej szafki (ci, którzy odwiedzają bloga, wiedzą, że chodzi o szafkę, nad którą wiszą tabliczki "Vis", "Kraków", "Roma"). Kombinowałam, co z nim zrobić. Nietrudno chyba zgadnąć, co mi się od razu nasunęło... I jak na złość w łazience stało jeszcze okropniejsze lusterko toaletowe pamiętające moje czasy studenckie. Było plastikowe, błyszczące i w kolorze wściekłej zieleni! Nie wyrzuciłam go jedynie przez sentyment. Jego właściwa część idealnie pasowała w środek znalezionego talerza. Wbrew samej sobie, tylko dla ładnego ornamentu znaleziska i dla przyjemności pozbycia się lusterka w kolorze groszku popełniłam właśnie lustro-słońce, ach...!


Na zdjęciu widać to lusterko po zdjęciu z nóżki i pracach wstępnych (potraktowaniu jego ramki białym akrylem na odwrociu).
Talerz tu i ówdzie pokryłam białą farbą, która dobrze "wydobyła" wzór, zrobiłam przecierki, polakierowałam, przykleiłam kilka koralików-perełek oraz samo lusterko i mam już to "niechciane":




Zdaję sobie sprawę, że nie jest to ósmy cud świata, ale do kącika pasuje. Wnikliwym Obserwatorom dostrzegającym moją osobę w odbiciu już mówię: "to nie dlatego, że rano się nie poczesałam, to z powodu szału twórczego, w który wpadłam;)". A to cała aranżacja: 



Pytam nieśmiało: "Co Wy na to? Ujdzie?"
I wiecie co? W piwnicy widziałam już kolejne lustro, takie wieeelkie, ze starej toaletki, ciekawie wykrojone, hmmm... i chyba znów coś się szykuje... ale to już będzie inna historia.

A tak na marginesie, przypomniało mi się, że w czasach wczesnochrześcijańskich pierwsi wyznawcy o Chrystusie mówili "Sol verus", Słońce prawdziwe lub "Lux mundi", Światłość świata, o promieniach słonecznych zaś "światłość wiekuista", odnosząca się do Osoby Boga (stąd też potem cała długa historia proweniencji Świąt Bożego Narodzenia). I taka symbolika z kolei bardzo mi odpowiada:)  

Pięknej niedzieli pełnej światła!

piątek, 2 marca 2012

Post już (jeszcze) nieaktualny

A wszystko z powodu tego, że zdjęcia zamieszczone poniżej robiłam dwa dni temu. Chciałam na zapas... Okazuje się jednak, że wtedy było pięknie, rześko, wiosennie, od wczoraj jednak nad naszymi Dołami snują się nieprzejrzane mgły. Jest surowo. Wszystko na moment zamarło, tylko jakiś biedny ptaszek co chwila odzywa się za oknem.
Przesyłam więc Wam garść bardziej optymistycznych obrazków, choć już przedawnionych:








I zdjęcia z przedwczorajszego spacerku, bo dziś już nigdzie nie wyjdziemy:(


Maleńka nie mogła znieść, że auto takie brudne. Nawet na rękach Babci można chociaż troszkę  nóżką przetrzeć kurz;)


Buziaki!

środa, 29 lutego 2012

Luty w obrazkach

Czyli małe podsumowanie bieżącego miesiąca. Tak po prostu, trochę dla systematyki, trochę dla zabawy w PhotoScapie, i dla wspomnień, i dla siebie jako doping na najbliższy miesiąc:)


U mnie dziś świeci słońce, a po błękitnym niebie płyną białe obłoczki. Ziemia ożywa. Jest cicho, spokojnie i jasno. Żyć, nie umierać!

wtorek, 28 lutego 2012

Wielkopostnie

Witajcie!
Najpierw dziękuję pięknie wszystkim Wam, którzy (albo raczej które) tu zaglądacie. Dziękuję za każde dobre słowo, dzięki któremu wiem, że warto. W niedzielę moje "notowania" gwałtownie wzrosły (taka giełda światowa to pikuś przy tym:) - licznik odwiedzin zaszalał w górę o kilkadziesiąt wejść, liczba miłych Obserwatorów wzrosła z trzech do dziewięciu, a zamiast jednego komentarza zastałam cztery! Mąż około godziny 23.00 widząc moją rozanieloną twarz stwierdził, że z wrażenia chyba nie zasnę, no i rzeczywiście mało co spałam, ale z powodu Córeczki, którą stale jeszcze męczy katar. W każdym bądź razie dziękuję, że jesteście! Zapraszam! Wpadajcie:)
Teraz na poważnie, jak sugeruje tytuł posta. Chcę Wam pokazać moją zeszłoroczną pracę, którą wykonałam jako element większej dekoracji kościelnej do ciemnicy na Wielki Czwartek. Jest to twarz Chrystusa. W sztuce takie wizerunki nazywane są Veraiconami.


Pracę wykonałam farbami akrylowymi


na tiulu


Tkanina jest bardzo delikatna, przezroczysta i lejąca. Pod spodem widać fragment mojej dłoni:


Planując takie eksperymentalne dla mnie malowidło myślałam, że zadanie mnie przerośnie. Okazało się jednak, że nie jest to zbyt trudne. Dla ułatwienia wykonałam wstępny rysunek flamastrem na kartce z bloku, a potem za pomocą większych spinaczy przytwierdziłam materiał do podkładki ze szkicem. Gdyby w trakcie pracy tkanina się przemieściła, katastrofa gotowa. Grunt to dobre usztywnienie. A potem już półtorej godziny wytężonej pracy. 
Zdjęcia nie oddają całej specyfiki obrazu. Mam wrażenie, że ta Twarz ciągle się zmienia pod wpływem oświetlenia, ułożenia materiału, tła, na którym jest prezentowana.
Tak wygląda pod światło:


W tym momencie też jest czas na jeden z moich ulubionych wierszy autorstwa Stanisława Balińskiego:

Panie! My, którzy znamy tysiąc Twoich twarzy
Skrwawionych, konających, omdlałych, ścierpniętych
Błagamy Ciebie, płynąc do Twoich ołtarzy,
Pokaż nam tę nieznaną. Zjaw się uśmiechnięty.


Wyjmij ciernie ze skroni, zetrzyj krew czerwoną,
Zmyj oczy obolałe, które dobrze znamy,
I uśmiechnij się do nas, jak stary listonosz,
Co z dobrą wiadomością przystanął u bramy.





Tym, dla których jest to rzeczą ważną - życzenia owocnego przeżycia Wielkiego Postu!









niedziela, 26 lutego 2012

Już wiszą


Być może pamiętacie tabliczki, które Wam pokazałam kilka postów temu. Od paru dni ten mój niedoszły drogowskaz wisi na ścianie i całkiem nieźle wygląda. Zobaczcie:





Dziś krótko, wiadomo - niedziela:) O widocznych na zdjęciach szafce i koszu z wikliny opowiem innym razem. 
Przyjemnego dnia!