Witajcie!
Moja dzisiejsza rozmowa z najmłodszymi wychowankami w szkole podstawowej:
- Proszę pani!
- Tak?
- W niedzielę ksiądz mówił o pani w kościele!
- Oo! No i ...?
- I teraz cała klasa jest z pani dumna!!!
(mój uśmiech)
i po chwili:
- A wiecie, że nasza pani napisała książkę?
- Serio? A jak ją pani napisała? Własnoręcznie???
- E, nie. Na komputerze! - odpowiadam.
- Aha.
Dobry humor miałam dziś gwarantowany. I jak tu nie kochać pracy w szkole? :D
Zrobiłam też na przerwie gazetkę ścienną:
Te słowa Jana Pawła II będą mi długo towarzyszyć, przypominając o wielkiej wartości wszystkich małych ludzi, którzy są przyszłością świata. Niech będą mądrzy, dobrzy i szczęśliwi!
Dużo słońca na weekend! Do napisania:)
piątek, 12 kwietnia 2013
czwartek, 11 kwietnia 2013
Dobre na smutki
Witajcie!
Całe dnie tylko praca i praca... Z jedną rzeczą człowiek się upora, a tu na jej miejsce pojawiają się kolejne dwie, trzy, osiem. Pochylona nad tym, co zaprząta moją głowę, podnoszę wzrok i spoglądam w ukochane niebo. Tam, w górze panuje taki niezmącony niczym spokój. Odnajduję zagubioną pogodę ducha. Hurra, niebo jest ponad wszystkim!!! :D
na gigaaantyczny talerz spaghetti z sosem pomidorowym!!! Mniam!
A tak w zasadzie nie miałam Wam, co pokazać. Na razie nie znajduję chwilki na malowanie, rysowanie, słowem - tworzenie czegokolwiek (choć szumne plany mam:).
Jednak tak mi do Was tęskno, że pościk musiałam dziś skombinować ex nihilo:)
Uśmiecham się do Was szeroko :D
Całe dnie tylko praca i praca... Z jedną rzeczą człowiek się upora, a tu na jej miejsce pojawiają się kolejne dwie, trzy, osiem. Pochylona nad tym, co zaprząta moją głowę, podnoszę wzrok i spoglądam w ukochane niebo. Tam, w górze panuje taki niezmącony niczym spokój. Odnajduję zagubioną pogodę ducha. Hurra, niebo jest ponad wszystkim!!! :D
Teraz najchętniej, żeby zajeść smutki udałabym się do:
A tak w zasadzie nie miałam Wam, co pokazać. Na razie nie znajduję chwilki na malowanie, rysowanie, słowem - tworzenie czegokolwiek (choć szumne plany mam:).
Jednak tak mi do Was tęskno, że pościk musiałam dziś skombinować ex nihilo:)
Uśmiecham się do Was szeroko :D
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Jak skryba
Witajcie!
Weekend spędziłam na działaniu twórczym. Nie spodziewaliście się tego po mnie, prawda?;)
Pisałam szkolną kronikę, której fragmenty tu widzicie. W tym miejscu zostawiam też ukłon dla Kasi:*
Powiedzcie mi, jak ci mnisi średniowieczni byli w stanie przepisywać godzinami, ba! całymi dniami święte teksty, skoro ja na ból w krzyżu narzekałam po drugiej godzinie wytężonej pracy?
A jak robili te barwne iluminacje na marginesach ksiąg? Moje esy-floresy chowają się głęboko...
Tak czy owak, świece wieczorami zapalałam, żeby stworzyć maleńką namiastkę dawnego, pełnego powagi klimatu. Potem oczywiście skorzystałam z dobrodziejstw nowoczesności i wykorzystałam elektryczność, która przytłumiła szlachetny blask świec, ale na której niewątpliwie skorzystał mój i tak już po części popsuty wzrok (lata lektur!).
W naszej gazetce lokalnej, której nota bene edytorem jest mój brat Mateusz, a do której zdjęcia często robi mój Tata, ukazał się popełniony przeze mnie artykuł dotyczący symboliki tegorocznego Grobu Bożego. U nas, w Pszowie takie teksty są już tradycją:)
Jeśli ktoś miałby ochotę poczytać, zapraszam do lektury poniżej, dodając, że nie jest to rzecz obowiązkowa i niech nikt z Was nie czuje się przymuszony. Niemniej zachęcam!
W półmroku bazyliki na
sklepieniu dostrzegam ledwie widoczną grę świateł. Majestat świątyni rozświetla
jedynie kilka świec. Wszystko pogrążone w ciszy. Dookoła panuje atmosfera
oczekiwania. W takim momencie człowiek czuje, że stanowi część tego, co jest
tak potężne i mistyczne, że wykracza poza wymiar ziemski, jest cząstką wielkiej
wspólnoty Kościoła. Pojawia się myśl, że w podobnym czasie miliony chrześcijan na
całym świecie łączą się w jedno, przeżywając na nowo pamiątkę tych wydarzeń –
męki, śmierci i zmartwychwstania Pana Jezusa.
Ciszę przerywa głos
lektora, zwiastujący początek najważniejszej ze wszystkich uroczystości.
Rozpoczynają się obrzędy Wielkiej Soboty.
Wśród kamiennych ścian
tonących w pięknych kwiatach, herbacianych różach, strelicjach i storczykach
leży figura Chrystusa. Spokojne już teraz Oblicze Zbawiciela, tak różne od tego
wymalowanego na kropli krwi w Ciemnicy, naznaczonego niewyobrażalnym cierpieniem,
przykuwa wzrok, nakazuje się zatrzymać, zaprasza do kontemplacji. Nad grobem
góruje olbrzymi krzyż z przerzuconą przez jedno ramię śnieżnobiałą tkaniną, oznaczącą
zwycięstwo życia nad śmiercią. Punktem centralnym, czyli kulminacją całości
jest kolumna, na której na białym korporale wystawiono kunsztowną monstrancję z
Najświętszym Sakramentem, w którym prawdziwie obecny jest Jezus Chrystus.
Dekoracja, która jak co
roku znajduje się po prawej stronie grobu (patrząc od odbiorcy) niesie ze sobą
dodatkowe przesłania:
A
gdy oni jedli, Jezus wziął chleb i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał
i dał uczniom (Mt 26, 26). Przełamana Hostia miała
nawiązywać do tego momentu w czasie Mszy Św., kiedy kapłan przyklęka, bierze
Hostię i łamie ją nad kielichem na dwie równe części. Czynność ta nawiązuje do
gestu Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, który po połamaniu chleba rozdał go swoim
uczniom, byli przecież Jego przyjaciółmi. W średniowieczu symbolika przełamanej
Hostii wzbogaciła się o jeszcze jedno znaczenie: przypominała umęczonego, jakby
złamanego Chrystusa na Golgocie, symbolizowała Jego gwałtowną śmierć.
Widok takiej
przełamanej Hostii skojarzył mi się z bramą. Tą bramą jest Chrystus, zgodnie z
tym, co powiedział: Zaprawdę, zaprawdę
powiadam wam: Ja jestem bramą owiec (J 10,7). Przejście przez bramę dawało
owcom bezpieczne schronienie. Chrystus-Dobry Pasterz poleca więc swojemu ludowi
– tym, którzy tworzą owczarnię przejście przez tą ciasną bramę, gdyż, jak dalej
powiada: Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie,
będzie zbawiony (…) i znajdzie paszę (J 10, 9). Światło bijące z tej
szczeliny w Chlebie Życia miało obrazować istotę samego Boga, który jest światłością, a nie ma w Nim żadnej
ciemności (1 J 1, 5), a do którego każdy z wiernych zmierza w swej ziemskiej
wędrówce.
Wąska kamienna droga
prowadząca do Bramy Życia oznaczona została znakiem krzyża na podobieństwo
znaków drogowych – uniwersalnych symboli, czytelnych dla każdego. W punkcie
wyjścia co prawda zasugerowano, że jest możliwość zejścia z tej wąskiej ścieżki
na szlak szeroki i przestronny, który jednak niechybnie prowadzi do zguby. O
tym, że jest to droga grzechu i odejścia od Boga i że prowadzi do przepaści
tłumaczyć nie trzeba, odzwierciedla to znak „Inne niebezpieczeństwa”.
My, pielgrzymi, będący
ciągle w drodze, prowadzącej ku górze, ku wyżynom nieba (wszak droga ta pięła
się przy Grobie dość stromo) mamy nadzieję, że u kresu naszego wędrowania
zostaniemy przygarnięci przez Boga, będziemy mieć udział w Jego Światłości. Mozolne
nieraz kroczenie tą wąską prostą drogą jest dla nas zaszczytem i wielką
radością. Daje nam prawdziwą wolność. Służyć
Chrystusowi to wolność – słowa Jana Pawła II odczytane w kontekście przeżywanego
w Kościele Roku Wiary nabierają na nowo ważnego, aktualnego znaczenia. Służyć
Chrystusowi to służyć Kościołowi, Wspólnocie, służyć drugiemu człowiekowi swoją
pracą, talentem, poświęceniem, uśmiechem, podaniem szklanki wody czy zwykłym
byciem. Ta służba jest, obok naszej modlitwy, wspaniałym Credo.
Chociaż słowa „służba”
i „wolność” wydają się być sprzeczne, jednak to tylko pozór. Co może dać
człowiekowi prawdziwe szczęście, wolność, niezależność? Grzech? Nałóg?
Pijaństwo, kłamstwo, gniew i nienawiść? Oczywiście, że nie. Pogrążony w
egoizmie człowiek nie poczuje się wolny. Ten, kto kocha szczerze, kto pragnie
żyć na podobieństwo Chrystusa odnajdzie prawdziwy sens życia. Będzie mógł
oddychać wolną, pełną piersią. Nie zbuduje wokół siebie na tyle wysokiego muru,
by nie widzieć zza niego już innych.
Bardzo wymowne w kontekście tych
prawd stają się inne jeszcze słowa Jana Pawła II: Bądźcie
na tym świecie nosicielami wiary i nadziei chrześcijańskiej, żyjąc
miłością na co dzień. Bądźcie wiernymi świadkami Chrystusa
zmartwychwstałego, nie cofajcie się nigdy przed przeszkodami,
które piętrzą się na ścieżkach Waszego życia.
Liczę na Was. Na Wasz młodzieńczy zapał i oddanie
Chrystusowi.
Do tej odwagi w
kroczeniu drogą wiary zachęcać miała wymowa Grobu Pańskiego 2013 roku.
To wszystko, kochani Czytelnicy! Dobrze Was mieć:) Dzięki, że jesteście!!!
Niech ten tydzień będzie dla Was udany!
piątek, 5 kwietnia 2013
Podziękowania i moje początki
Witajcie!
Na początku chcę wyrazić moje zdumienie ciągle wzrastającą liczbą Waszych odwiedzin na blogu. 2 kwietnia statystyki odnotowały 142 wyświetlenia, a potem, mimo mojej absencji blogowej, liczba wyświetleń nie spadła poniżej 57. Jak dla mnie - jest to wynik imponujący. Za to Wam dziękuję:)
Wielką niespodziankę sprawiła mi dzisiaj moja uczennica Emanuela. Podarowała mi miniaturowe arcydzieła sztuki. Zobaczcie:
Tą malowaną wydmuszkę wykonała Pani Basia, której z serca dziękuję. Teraz siedzę i zastanawiam się, jak Ona to zrobiła! Spójrzcie na te maleńkie kurki i zajączki, domek, studnię i kwitnące jabłonki... Co za precyzja i talent!
Jajko metodą quillingu wykonała Pani Ewa. Misterność i estetyka tej pracy wręcz powala. Coś pięknego! Pani Ewo, dziękuję!
Od dziś to będą moje ulubione dekoracje świąteczne:)
Dziś też przygotowałam dla Was przegląd moich "dzieł" popełnionych dawno temu (jeszcze w szkole podstawowej) i tych całkiem niedawno, ułożonych w porządku chronologicznym. Dobrze czasem powspominać, tym bardziej, że można się uśmiechnąć do samej siebie sprzed lat:)
Kiedy byłam małą dziewczynką mój Tata i Dziadek uczyli mnie rysować. Pamiętam, jak zachwycałam się słonecznikami Taty narysowanymi długopisem na kartce w kratkę. Te linie były takie lekkie, delikatne, szkicowe i ... bardzo realistyczne.
Dziadziuś ze mną siadał i tłumaczył, że jeżeli chcę ładnie kolorować, to muszę stawiać kreski w jednym kierunku i zawsze z taką samą siłą przyciskać kredkę do papieru, a ja ciaprałam wtedy w każdą możliwą stronę, raz tu, raz tam.
Pani w przedszkolu kiedyś kazała nam narysować bociana. Potem wszystkie prace rozłożyła na podłodze i prosiła, by je porównać. Jak się okazało, mój bocian był przeraźliwie chudym i najbrzydszym ptakiem w całym stadzie;) A kiedy uczyliśmy się rysować takie szlaczki:
I to na tyle, moi Mili! Uśmiechnęliście się choć raz czytając i oglądając tego posta? Tak?
Super! O to mi chodziło!
Radosnego weekendu!!! Pa!
PS. Zapraszam wkrótce!
Na początku chcę wyrazić moje zdumienie ciągle wzrastającą liczbą Waszych odwiedzin na blogu. 2 kwietnia statystyki odnotowały 142 wyświetlenia, a potem, mimo mojej absencji blogowej, liczba wyświetleń nie spadła poniżej 57. Jak dla mnie - jest to wynik imponujący. Za to Wam dziękuję:)
Wielką niespodziankę sprawiła mi dzisiaj moja uczennica Emanuela. Podarowała mi miniaturowe arcydzieła sztuki. Zobaczcie:
Tą malowaną wydmuszkę wykonała Pani Basia, której z serca dziękuję. Teraz siedzę i zastanawiam się, jak Ona to zrobiła! Spójrzcie na te maleńkie kurki i zajączki, domek, studnię i kwitnące jabłonki... Co za precyzja i talent!
Jajko metodą quillingu wykonała Pani Ewa. Misterność i estetyka tej pracy wręcz powala. Coś pięknego! Pani Ewo, dziękuję!
Od dziś to będą moje ulubione dekoracje świąteczne:)
Dziś też przygotowałam dla Was przegląd moich "dzieł" popełnionych dawno temu (jeszcze w szkole podstawowej) i tych całkiem niedawno, ułożonych w porządku chronologicznym. Dobrze czasem powspominać, tym bardziej, że można się uśmiechnąć do samej siebie sprzed lat:)
Kiedy byłam małą dziewczynką mój Tata i Dziadek uczyli mnie rysować. Pamiętam, jak zachwycałam się słonecznikami Taty narysowanymi długopisem na kartce w kratkę. Te linie były takie lekkie, delikatne, szkicowe i ... bardzo realistyczne.
Dziadziuś ze mną siadał i tłumaczył, że jeżeli chcę ładnie kolorować, to muszę stawiać kreski w jednym kierunku i zawsze z taką samą siłą przyciskać kredkę do papieru, a ja ciaprałam wtedy w każdą możliwą stronę, raz tu, raz tam.
Pani w przedszkolu kiedyś kazała nam narysować bociana. Potem wszystkie prace rozłożyła na podłodze i prosiła, by je porównać. Jak się okazało, mój bocian był przeraźliwie chudym i najbrzydszym ptakiem w całym stadzie;) A kiedy uczyliśmy się rysować takie szlaczki:
to ślęczałam nad nimi całymi godzinami i za nic w świecie nie mogłam wpaść na to, jak je wykonać. Wymyśliłam więc sobie swój własny wzór, myśląc, że pani wychowawczyni nie zauważy:
ale zauważyła... i wtopa!
Potem już jednak było coraz lepiej:)
I to na tyle, moi Mili! Uśmiechnęliście się choć raz czytając i oglądając tego posta? Tak?
Super! O to mi chodziło!
Radosnego weekendu!!! Pa!
PS. Zapraszam wkrótce!
poniedziałek, 1 kwietnia 2013
Marzec w obrazkach. Pozostając w klimacie Świąt
Dobry był ten miesiąc - intensywny, pracowity, twórczy. Dałam radę. Momentami padając na twarz ze zmęczenia, momentami ze łzą w oku, bo myślałam, że nie ogarnę i się posypię, ale dałam radę. Wspierali mnie Mąż, Rodzice, Przyjaciele, nawet moi wspaniali Uczniowie, z którymi kontakt odmładza mnie bardziej niż najlepsze kremy pH:) Uskrzydlało mnie każde spojrzenie mojej najdroższej Dzieciny.
Tyle komplementów naraz już dawno nie zdarzyło mi się usłyszeć. W największym stopniu dotyczyły tegorocznego Grobu Pańskiego. Wykonanie dekoracji do Ciemnicy też bardzo przypadło ludziom do gustu. Gratulowali pomysłu, podziwiali twarz Jezusa. Mnie osobiście zaś zaskoczyła łatwość, z jaką przyszło mi namalować to niesamowite Oblicze, tym bardziej, że podłoże było nietypowe (styropian; widać pory!) i kształt tego podłoża dodatkowo nie ułatwiał sprawy.
Ostatnio często chodziła po mojej głowie myśl, by zacząć malować obrazy religijne - przedstawienia Chrystusa, Matki Bożej, świętych. To byłaby moja modlitwa.
A co u nas po Świętach? Zobaczcie:
Ciocia upiekła między innymi dla nas same pyszności: mazurek i sernik z rosą. Ani jednego ani drugiego już nie ma:) Mama upiekła "kołocz" (wszyscy wiedzą co to?;) z serem, jabłkami i budyniem. Nie zdążyłam nawet zrobić zdjęć, tak szybko wszystko się rozeszło;) Taaak, tylko (kilo)gramów przybyło...
Dostaliśmy też autorskie pisanki (Dawidzie, dzięki!). Wtajemniczeni wiedzą:
Ja zapalałam świece (bo kadzidełek nie uznaję!) i pachniało lasem:
A na dodatek gałązki wierzbowe, które dostałam od Taty naszej Kasi (:)) wypuściły listki - znak, że wiosna idzie. A Wy nic tylko na śnieg narzekacie!;D
Wiecie, gdzie teraz wirtualnie przebywam w każdej wolnej chwili, o ile takie mi się przydarzą w ciągu dnia?
We Francji! Wędruję po ścieżkach Owernii i Prowansji, otoczona malowniczym krajobrazem, wśród pól i pastwisk, podążam wzdłuż biegu strumieni, wspinam się na zielone wzgórza, chodzę po łąkach... i zaglądam do wnętrz opuszczonych, tajemniczych, cichych romańskich kościołów. Na samą myśl i wyobrażenie o tym czuję wszystkie motyle w brzuchu;) Tyle we mnie emocji, zachwytu, pasji! Mam wrażenie, że wszystkie te uczucia wręcz rozsadzają mnie od środka. Odkrywam na nowo książkę:
Uwierzcie, to o niebo lepsze od seriali telewizyjnych!
Każda średniowieczna katedra, jak pisze autorka, jest upajającym oderwaniem się od ziemi, przyprawiającym o zawrót głowy wstępowaniem w górę, błąkaniem się wśród łuków przyporowych...
Sami widzicie, coś wprost dla mnie!:D
źródło: commons.wikimedia.org
Dobrego tygodnia!
piątek, 29 marca 2013
Venerdì Santo
Nareszcie jestem spokojna:) Grób Pański gotowy. Stoi w naszej bazylice przy pięknym neobarokowym ołtarzu głównym, który niestety cały jest w rusztowaniach (będzie przechodził lifting). Jestem dumna, że między innymi i ja przyczyniłam się do uświetnienia tych niesamowitych Świąt. Niezwykłą rzeczą jest świadomość, że ksiądz kładzie monstrancję z Najświętszym Sakramentem na korporał, który rano przypięliśmy pinezkami do stojaka, że ludzie podchodzą, klękają przed grobem, modlą się, patrzą na niego.
Rozpoznajecie te elementy?
Tu jeszcze bez kwiatów:
A poniżej z kwiatami, które nie są naszym dziełem:
Zdjęcia są, jakie są - w kościele było trochę ciemno, a ja pstrykałam z ręki.
Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o wszystkich tych, którzy mi jak co roku bardzo pomogli. Mój Tata jest zawsze mózgiem całej operacji. Gdyby nie On, pewnie Hostia by runęła, a grób nie utrzymałby się w idealnym poziomie na nierównym terenie, jakim są schodki prezbiterium o owalnej linii. Byli dziś ze mną w kościele mój Mąż, Mama i Brat, dzięki którym dekoracja powstała w dwie i pół godziny, więc mogłam zdążyć jeszcze na poranną kawę;)
Dzięki, na Was zawsze można liczyć!
Rozpoznajecie te elementy?
Tu jeszcze bez kwiatów:
A poniżej z kwiatami, które nie są naszym dziełem:
Zdjęcia są, jakie są - w kościele było trochę ciemno, a ja pstrykałam z ręki.
Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o wszystkich tych, którzy mi jak co roku bardzo pomogli. Mój Tata jest zawsze mózgiem całej operacji. Gdyby nie On, pewnie Hostia by runęła, a grób nie utrzymałby się w idealnym poziomie na nierównym terenie, jakim są schodki prezbiterium o owalnej linii. Byli dziś ze mną w kościele mój Mąż, Mama i Brat, dzięki którym dekoracja powstała w dwie i pół godziny, więc mogłam zdążyć jeszcze na poranną kawę;)
Dzięki, na Was zawsze można liczyć!
MOI KOCHANI CZYTELNICY!
NIECH MNOGOŚĆ ŁASK CHRYSTUSA ZMARTWYCHWSTAŁEGO
PRZEMIENIA WASZE ŻYCIE,
NIECH ON WAS BŁOGOSŁAWI I STRZEŻE!
NIECH BĘDZIE DLA WAS POKOJEM!
Ściskam Was najserdeczniej:)
Wszelkiego dobra!
czwartek, 28 marca 2013
Na Rok Wiary
Chciałam Wam podziękować za wszystkie miłe, pełne otuchy komentarze i wyrazy uznania pod ostatnim postem. Dodały mi odwagi i pewności siebie:)
Dzisiaj znów chcę pokazać fragment świątecznej dekoracji.
W te cztery dziury będą wkręcone śruby, bo plansza to tylko część większej całości.
Raniutko wstałam, by malować pogodne niebo. Cały dzień miałam taki jasny i spokojny.
Dzięki, Kasiu:*
Uwielbiam malować chmury. Zawsze wtedy czuję się taka wolna i niezależna! Potem noszę ten błękit w sobie i cieszę się nim w ciągu dnia. Wówczas nawet sprzątanie mi niestraszne;)
Szczęśliwego uroczystego wieczoru!
Dzisiaj znów chcę pokazać fragment świątecznej dekoracji.
W te cztery dziury będą wkręcone śruby, bo plansza to tylko część większej całości.
Raniutko wstałam, by malować pogodne niebo. Cały dzień miałam taki jasny i spokojny.
Dzięki, Kasiu:*
Uwielbiam malować chmury. Zawsze wtedy czuję się taka wolna i niezależna! Potem noszę ten błękit w sobie i cieszę się nim w ciągu dnia. Wówczas nawet sprzątanie mi niestraszne;)
Szczęśliwego uroczystego wieczoru!
środa, 27 marca 2013
Ad maiorem Dei gloriam
Szykujemy się na Wielki Czwartek. Koronę cierniową ostrożnie przewieźliśmy dziś do kościoła.
Ciemnica już gotowa. Jutro stanie się częścią liturgii Triduum Paschalnego. Efekt możecie obejrzeć poniżej.
Relacje z prac nad Grobem Pańskim w piątek. Zapraszam!
Na marginesie posta opowiem Wam o mojej dzisiejszej lekcji historii na temat komunizmu. Omawiając z klasą zagadnienie podkreśliłam, że zło tego systemu wypływało z założenia, że ze świata trzeba wymazać Boga, a takie założenie pociąga za sobą brak jakichkolwiek norm moralnych. Jeden z moich uczniów orzekł, że nie może zgodzić się z tą tezą, bo Bóg rzeczywiście nie istnieje, a on (ten uczeń) przecież nikogo nie ma zamiaru w związku z tym mordować. Na to ja, że oczywiście ma prawo w Boga nie wierzyć, ale niech sobie wyobrazi siedem miliardów ludzi - ateistów... Nie chciałabym w takim świecie żyć. Wzruszył ramionami. Dyskusja toczyła się jeszcze przez chwilę. Na koniec zapytałam go jeszcze, jak sądzi, co się z nim stanie po śmierci. On na to: "Nic, umrę".
Nie doszliśmy do porozumienia. Staliśmy po różnych stronach barykady. Smutne.
Tyle na dziś. Pójdę odpocząć. Jutro kolejny pracowity dzień.
Pa!
Ciemnica już gotowa. Jutro stanie się częścią liturgii Triduum Paschalnego. Efekt możecie obejrzeć poniżej.
Relacje z prac nad Grobem Pańskim w piątek. Zapraszam!
***
Na marginesie posta opowiem Wam o mojej dzisiejszej lekcji historii na temat komunizmu. Omawiając z klasą zagadnienie podkreśliłam, że zło tego systemu wypływało z założenia, że ze świata trzeba wymazać Boga, a takie założenie pociąga za sobą brak jakichkolwiek norm moralnych. Jeden z moich uczniów orzekł, że nie może zgodzić się z tą tezą, bo Bóg rzeczywiście nie istnieje, a on (ten uczeń) przecież nikogo nie ma zamiaru w związku z tym mordować. Na to ja, że oczywiście ma prawo w Boga nie wierzyć, ale niech sobie wyobrazi siedem miliardów ludzi - ateistów... Nie chciałabym w takim świecie żyć. Wzruszył ramionami. Dyskusja toczyła się jeszcze przez chwilę. Na koniec zapytałam go jeszcze, jak sądzi, co się z nim stanie po śmierci. On na to: "Nic, umrę".
Nie doszliśmy do porozumienia. Staliśmy po różnych stronach barykady. Smutne.
Tyle na dziś. Pójdę odpocząć. Jutro kolejny pracowity dzień.
Pa!
Subskrybuj:
Posty (Atom)











