czwartek, 17 maja 2012

Raz, raz... raz, dwa, trzy: próba nowego logo

Kochani!
Mam zaszczyt zaprezentować Wam własny cyfrowy znak firmowy. "SERCEM MALOWANE. Mój punkt widzenia" to autorski pomysł Męża, świetnego copywritera, a wykonanie graficzne zawdzięczam Bratu, znakomitemu webmasterowi. Ukłony dla Was, Chłopcy!!!
I oto jest! Taadaaam!:



Odtąd wszelkie moje malowanki będę oznaczać nowym filigranem. Sądzę, że wygląda to nieco bardziej profesjonalnie;)
"SERCEM MALOWANE" dlatego, że w każdą z moich prac wkładam maksimum swoich umiejętności (na jakimkolwiek poziomie są), uwagi, skupienia, no i właśnie... serca. Kredkami, farbami, ołówkiem przedstawiam świat tak, jak go widzę i czuję, i liczę po cichutku na to, że komuś się spodoba.
Chciałam serdecznie powitać nowych Czytelników i pozdrowić tych Starszych:)  Swoją obecnością motywujecie mnie do dalszej pracy, nauki, działania. Dzięki Wam rozwijam się i odkrywam swoje pasje. Dzięki, że jesteście! Wpadajcie do mnie, piszcie, dajcie znać o sobie:)

środa, 16 maja 2012

Jestem uzależniona


Co prawda nie mam Wam nic konkretnego do pokazania oprócz wprawek portretowych powyżej i poniżej, ale i tak posta muszę napisać. To jest już chyba uzależnienie?



poniedziałek, 14 maja 2012

"Kartkowe" koty za płoty


Koniec relaksu, więc do pracy! Moje pierwsze zaproszenia na roczek Lidki są praaaaawie gotowe. Z ośmiu planowanych muszę zrobić jeszcze pięć kartek! Ale trzy już mam i tego się trzymam:)


Jak ktoś zna sposób na malowanie farbami w taki sposób, by papier się nie marszczył, niech ratuje! Pozdrawiam w ten mroczny majowy poniedziałek.





niedziela, 13 maja 2012

Czas na relaks


Muszę wrzucić na luz! Z rozpędu, jaki wzięłam, nie umiem teraz wyhamować i najchętniej dziś zrobiłabym porządek, nastawiła pranie, pościerała kurze, machnęła ze dwa obrazy, przeczytała porzucone książki.... STOP!!! Jest niedziela! A niech tam! Od odrobiny wypoczynku jeszcze nikt się nie rozchorował. Pewnie mi też to nie grozi:)
Czego nie zdążyłam zrobić wczoraj, zrobię jutro.
A dziś mam zero stresu i spokojną głowę, mam kawę, poduszki, a przede wszystkim wspaniałego Męża (o którego w końcu też trzeba zadbać;) i cudowną Córeczkę. Ten czas jest dla Nich!






Rozkoszujcie się dniem!




sobota, 12 maja 2012

Nokturn z ławką

Wczoraj namalowałam pejzaż nocny na zamówienie. Mój Tata, który wymarzył sobie taki nastrojowy widok, był z pracy bardzo zadowolony. Przy okazji nadmienię, że akryle są dla mnie niezastąpione. Kiedy trzeba, można nimi malować jak akwarelkami, zwiewnie i delikatnie, ale również używać ich jak farb olejnych, nakładając wciąż nowe grube warstwy (to lubię!).
Wystarczył kawałek sklejki i dużo wolnego czasu, gdyż sam pejzaż niby prosty - morze, latarnia i ławka - trudność polegała jednak na tym, by w pełni oddać nostalgiczny klimat, a to nie jest łatwe.
Obraz już wisi. Jest niewielki (30x40 cm) i nie ma ram, ale boki deseczki są pomalowane tak, jakby stanowiły ciąg dalszy krajobrazu.




Ostatnio pytano mnie, czy ukończyłam jakąś artystyczną szkołę. Odpowiadam: nie. Rysuję i maluję z potrzeby serca i tak jak umiem. Wiele jeszcze muszę się nauczyć.
Więc czekam na kolejne zlecenia. 
A może Ty, mój drogi Czytelniku, zechciałbyś stać się posiadaczem jakiegoś obrazka? 



czwartek, 10 maja 2012

Czarno-biały portret

Ćwiczeń artystycznych ciąg dalszy. Ostatnio próbowałam zamknąć w kresce ołówka pasję życia, świat duchowy i podobieństwo rysów twarzy człowieka, który pojutrze zostanie księdzem.





W najbliższym czasie szykuje mi się zmiana aparatu fotograficznego, bo ten używany przeze mnie nie rysuje już tak dobrze i mam problem z kolorami.
Miłego czwartku!







środa, 9 maja 2012

Drzewko w domu



Dziś nabieram oddechu, odpoczywam od ołówka i pędzla i pokazuję Wam mój stolik, na którym zagościła gałązka choinki, choć to przecież maj, nie grudzień. Przyczyną pojawienia się "zieleniny" było popołudniowe obcinanie czubków choin, które rosną przed domem wzdłuż płota.


Gałązkę wetknęłam do butli na wino, której używał mój Dziadek, a która zakurzona stała w piwnicy. Ostatnio bardzo polubiłam wszelkie szklane pojemniki, wazony, butelki wypełnione wodą, które kojarzą mi się ze świeżością, czystością, przejrzystością.





Pokój oglądany na zdjęciach i tym samym kolory ścian "odziedziczyłam" po bracie, co oznacza, że nie będziemy tu dyskutować o gustach, ale swoją wizję już mam:) 
Życzę miłego wieczoru:)





wtorek, 8 maja 2012

Monia dzieciom


Chcę podziękować Wam za tyle przemiłych komentarzy pod moim ostatnim postem. Uskrzydlona, mam motywację, by dalej działać w tym kierunku:)
Dziś zamieszczam obiecane zdjęcia olbrzymich tablic komunijnych, które gotowe, spokojnie na sieni czekają na odbiór. Poniżej, dla porównania wielkości, tablice i ja (w takim śmiesznym roboczym mundurku, ale to się wytnie):


Kilka zbliżeń:





Malowałam tydzień z okładem po parę godzin dziennie (ok.1/3 doby) w różnych dziwnych pozycjach. Wieczorem masując sobie kark, zastanawiałam się, jak Michał Anioł dał radę na niebotycznym rusztowaniu, mając do zamalowania powierzchnię sklepienia Sykstyny? Gigant!
Mam nadzieję, że w niedzielę dzieci i ich rodzice będą zadowoleni. Ściskam Was!







poniedziałek, 7 maja 2012

Pszów w ołówku


Witam wszystkich wiernych Czytelników!
Jak zauważyliście, mój blog z wnętrzarskiego stał się blogiem "malowanym/rysowanym". Tego nie planowałam. Po prostu tak wyszło... I, póki co, nie zanosi się na większe zmiany tematyczne. Przepraszam zawiedzionych. Jeśli jednak są tacy, którzy mimo to zerkają tu od czasu od czasu, spieszę poinformować, że są zawsze mile widziani:) Czytam każdy pozostawiony komentarz:) Ale dość wyjaśnień.
Ostatnio chciałam poćwiczyć rysunek ołówkiem. Owocem wysiłku jest prezentowany widok. Przedstawia mój kościół parafialny, późnobarokowe sanktuarium maryjne p.w. Narodzenia NMP. Poniżej zamieszczam zdjęcie, które było dla mnie inspiracją:





Przesyłam Wam serdeczne pozdrowienia z Pszowa:)



piątek, 4 maja 2012

Praca wre


Witam moich wiernych Czytelników po majowej przerwie. Odpoczęłam, nabrałam sił, zaczerpnęłam słońca:) A teraz do pracy. Wkrótce pokażę Wam zdjęcia ukończonych tablic komunijnych, o których na razie tylko dużo gadam. Potem jednak w tych zdjęciach utoniecie, bo jest co fotografować:)


Miesiąc temu minął rok, odkąd siedzę w domu. Siedzę i siedzę... a widoków na pracę nie ma. Okropnie dołujący stan. Pomysłów na zajęcie od tego czasu miałam tyle, że ho ho!, ale na tym poprzestałam. Teraz jednak znów mam pewien plan. Muszę jednak zawalczyć o swoje marzenie, wiele pracować, być zdyscyplinowana, nie poddawać się i wierzyć, że się uda:) Może już za miesiąc będę mogła się Wam czymś pochwalić. Dowiecie się pierwsze:)