niedziela, 1 kwietnia 2012

Jednak na druciku



Proszę Państwa, tabliczka RODEM Z RHODE Island wisi w łazience na druciku. Ten prosty, a jakże trafiony pomysł podsunęła mi Dominika z pracowni garderoba. Drucik przyczepiłam za pomocą kleju na gorąco (całość przypłacona poparzeniem dwóch palców, ale czy to pierwszy raz?). Miejsce złączenia wyglądało nieciekawie, więc dodałam foremkę do ciasta w kształcie muszli (trochę zardzewiałą, pasowała jednak do klimatu):


Dziś jednak dostałam prawdziwą muszlę o atrakcyjnym wyglądzie i kolorze. Ostatecznie zmieniłam koncepcję i zostało tak:





No to uciekam! Pa!


piątek, 30 marca 2012

Marzec w obrazkach


Koniec marca za pasem. Przyznam, że był to miesiąc dość pracowity i kreatywny. Jak widać na załączonym obrazku, moje prace i nabytki utrzymane były w morskich i prowansalskich klimatach oraz bogate w napisy, literki i jeszcze raz napisy...
Jeszcze miesiąc temu nie spodziewałam się też, że poznam na blogu tyle świetnych kobiet, których poczynania będą mnie inspirować i motywować do dalszej pracy, do których będę chętnie "wpadać" i czuć się jak u siebie:) Dziewczyny, to o Was! Dzięki, że jesteście!!!

środa, 28 marca 2012

SL-51 i parę nowinek

Niedawno usłyszałam od brata: "Siostra, czy ty na pewno dobrze się czujesz?" Odpowiedział mi pytaniem na pytanie, które skierowałam do niego z prośbą o wylicytowanie mi pewnej tabliczki na Allegro. To nic, że była stara, z 1980 r., popękana, to nic, że pochodziła z amerykańskiego stanu Rhode Island, była trochę wygięta i kosztowała jedynie 17 zł z groszami, czyli niewiele jak na ten standard towaru, ale żeby od razu też rejestracyjna?! :/ "No tak, biednej poprzewracało się w głowie na stare lata" - pewnie pomyślał. Mógł tak pomyśleć, bo w końcu jest ode mnie młodszy o całe 3 sezony:)
Przyszła priorytetem (PODOBNO! dłuuuugo do nas, na to odludzie, dochodzą priorytety...) i tak wygląda:


Będzie wisieć w łazience. Po prawdzie już wisiała (brat nawet stwierdził, że fajnie to wykombinowałam), ale kolejne próby bardziej trwałego przyczepienia jej do kafelek spełzły na niczym (klej w pistolecie odpadł, super glue spłynął, wypróbuję jeszcze butapren i dam Wam znać, co z tego wyszło). Łazienkę staram się (bo to jednak ciągły proces) utrzymać w stylu nautical. Jakieś zdjęcia poglądowe postaram się wkrótce umieścić :)

Kilka słonecznych migawek z kuchni:



I specjalna dedykacja dla Florentyny, która trzymała kciuki za powodzenie akcji "rzeżucho, rośnij!" (tu jeszcze same nasionka):



Może jest trochę taka biedniutka, ale moja własna!

I jeszcze na koniec pokazuje Wam pierwsze w życiu buciki mojej Dzieciny, przygotowane do wiosennego spacerku:


Ściskam Was wiosennie!










poniedziałek, 26 marca 2012

Mała biała w odsłonie wiosenno-lawendowej



Moją większą półkę kuchenną już widziałyście (tutaj). Dziś chcę Wam pokazać nieco mniejszą, która wisi na innej ścianie w naszej mikroskopijnej kuchence, z tej samej serii (made by Tata:).


Ustawiłam na niej pędzelki i łyżkę do miodu, domek dla ptaków (mam wreszcie!) z potencjalnym lokatorem, obrazek, pojemniczek na herbatę i kankę na mleko (o kance i mnóstwie innych rzeczy przytachanych z piwnicy planuję napisać oddzielny post) z lawendą (sztuczną, niestety:/). Zaplątał się nawet ulubiony pluszak Lidii ;)




Pod spodem, na drążku wieszam nasze mało eleganckie, ale jakże użyteczne naczynia codziennego użytku (z dużej "Netii" mój Mąż co rano pije kakao, a ja z filiżanki w jakieś dziwne futurystyczno-architektoniczne wzory firmy "Tetley" pije... no, zgadnijcie co! chyba jasne:).


I jeszcze jedno ujęcie:


Gorąco pozdrawiam wszystkich moich Czytelników!!! Jest Was coraz więcej. Dzięki :)









piątek, 23 marca 2012

Malowane magnolie


Parę dni temu dostałam zlecenie udekorowania ścian sali pewnego domu przyjęć. Chodziło o drzewa, a konkretnie o magnolie, gdyż taką nazwę nosi ów przybytek. 
Robiłam to drugi raz w życiu (za pierwszym razem zostałam poproszona przez osobę z rodziny o udekorowanie ściany w salonie) i muszę powiedzieć, że uwielbiam to robić. Odzywa się we mnie dziecko (z 1 czerwca jestem:) z zacięciem mazania po ścianach o tu, i jeszcze tam, przy czym teraz mogę robić to legalnie. Frajda niesamowita!
Osiem godzin roboty z przerwą na kawę i gotowe. Właścicielom lokalu już zakwitły magnolie:)






Jupi! Mamy weekend!!!


czwartek, 22 marca 2012

zRĘCZNA niespodzianka

Niedawno spotkał mnie wielki zaszczyt. Zostałam wyróżniona przez BigMamę ze zRĘCZNEJ ROBOTY. Wpisałam się do grona obserwatorów Jej bloga i jako sześćdziesiąta z kolei dostałam śliczną kokardinkę.



Pasuje jak ulał do kolorystyki naszego wnętrza. Tak się w nim prezentuje:



BigMamo, dziękuję!

wtorek, 20 marca 2012

Tymianek i inne rzeżuszki


Zazieleniło się na Waszych blogach i zazieleniło się również na moim parapecie. Kupiłam piękną krzewinkę i z zaskoczeniem usłyszałam od pani kwiaciarki, że to tymianek. Tak wdzięcznie wygląda, a jak pachnie! Posadziłam też rzeżuchę, ale przy moim talencie do pielęgnacji roślin obawiam się, że nie wykiełkuje (tak, tak, u mnie nawet bluszcze padają). I na nic zda się mówienie do nich i głaskanie... Jeśli jednak szczęśliwym trafem coś dobrego zacznie się z nią dziać, dam Wam znać:)





Dziękuję za każde Wasze odwiedziny i miłe słowo! Cieszy mnie to ogromnie:)


niedziela, 18 marca 2012

My own Post Card

Tak mi się marzyła! Od dawna... miękka, przytulna, stylowa, wzbudzająca przyjemne skojarzenia z podróżą, miłą wiadomością, niedopowiedzeniem. Poduszka-koperta z pięknymi napisami, odciskiem stempla i znaczkiem.
Ceny tego luksusowego towaru jednak powalały, a na transfer jakoś nie mogłam się zdobyć. Dopóki nie zobaczyłam towaru w promocji w Jysku, gdzie na regale leżała MOJA koperta. Pewnie wiecie, o czym mówię ;)
Teraz razem z innymi poduszkami zajmuje miejsce na naszej kanapie. Do kącika czytelniczego pasuje jak ulał.
Taaaak, życie jest piękne!






Słonecznej niedzieli!






piątek, 16 marca 2012

Cape Cod w kredensie



Pamiętacie jeszcze projekt szumnie przeze mnie nazwany "Zrób coś z kredensem, Monia!" (dla niewtajemniczonych polecam zerknąć)? Ogłaszam więc, że dzieło jest skończone, wygląda dobrze, przynajmniej z zewnątrz (od środka może już mniej, ale czy ktoś musi o tym wiedzieć?) i pora na jego prezentację. Tak wygląda


widziany przez oczka narzuty chroniącej nasz keyboard przed kurzem.
No i wszyscy wiedzą o co chodzi :)

Do rzeczy: 





Kredens przed metamorfozą wyglądał tak:


Szyby od środka okleiłam kartkami A4 z bloku technicznego (takimi dysponowałam), na których wcześniej wymalowałam flamastrem przekątne i farbką zrobiłam napis. Ten głośnik po prawej obity czarnym materiałem to resztki jakiegoś starszego większego sprzętu, do niedawna jeszcze działał, dziś jedynie stoi i wygląda, ale nie mogę się z nim rozstać...


Stanowi też ładną podstawę pod żaglowiec. U dołu doczepiłam małą kotwicę. 
No, to chyba na tyle dzisiaj. U nas piękna pogoda, więc biorę Lidkę pod pachę i wybywam.


Ahoj, kapitanie! Statek na horyzoncie!
A dla Was udanego weekendu, szczury lądowe! ;)





środa, 14 marca 2012

Nowe pomysły

Kiepska pogoda w dalszym ciągu uniemożliwia mi wykonanie jakichkolwiek zdjęć. Zaległości będą musiały jeszcze poczekać. Nie mam ochoty jednak rezygnować z blogowania, za bardzo wciągnął mnie ten wnętrzarsko-wirtualny świat... Mam w głowie kilka pomysłów na zaaranżowanie wolnych ścian i kącików w domu (o dziwo, jeszcze jakieś puste się ostały, co przy moich poczynaniach jest sukcesem! ale do czasu, hehe:). Pokażę Wam garść najnowszych inspiracji, kilka przedmiotów, które, mam nadzieję, wkrótce nabyję i nie do końca przemyślany projekt.

1. Do zagospodarowania mam ścianę w przedpokoju, o którym można też powiedzieć "nietypowy korytarz", naprzeciw schodów wejściowych i okna, czyli coś, co musi być reprezentacyjne, bo od razu będzie rzucać się w oczy. Myślałam, żeby powiesić tam duże zdjęcie w antyramie (maksymalnie wielkie przy zachowaniu w miarę dobrej jakości) przedstawiające bramę cmentarną w Komizy na Visie, malutkiej chorwackiej wyspie. To nasza pamiątka z podróży poślubnej:

fot. by Mąż

Z boku, przy lewym górnym rogu zdjęcia, mogłabym zawiesić ścienną latarenkę. Marzy mi się taka:


Jest to lampion firmy "Qubuss Jakub Kidawa" z Mstowa, a zdjęcie pochodzi ze strony "Dekoracja Domu" (zob. tu). Najlepiej byłoby kupić dwie sztuki, które flankowałyby to zdjęcie, ale cena...:/

Pod zdjęciem mogłabym zawiesić kwietnik taki:

zob. tu
lub taki:

zob. tu
tej samej firmy.

Do kwietnika włożyłabym "starą" donicę ze sztuczną lawendą albo z gałązkami gipsówki (uwielbiam gipsówkę!), bo żywe kwiaty nie miałyby szans przetrwania. Może ten post zmotywuje mnie do działania i odkładania funduszy. Już to widzę oczami wyobraźni!

zdjęcie pochodzi ze strony galeria.swiatkwiatow.pl

2. Kolejna rzecz, która chodzi mi po głowie to lustro z babcinej toaletki wymagające kilku szlifów, pomalowania ram i być może... oklejenia jego tafli tapetą korkową, ale tylko tu i ówdzie. Zamierzam uzyskać podobny efekt:


zdjęcia pochodzą ze strony domtrendy.pl

Kiedy je zobaczyłam, wiedziałam, że to jest to! Są przepiękne!

Póki co, trzymajcie kciuki za powodzenie kolejnych projektów.

PS. Ostatnio spodobały mi się wodniki z dekoracyjnym zlewem i ozdobnym kurkiem. Zastanawiam się nad sensownością wprowadzenia ich do wnętrza, oczywiście w roli atrapy. Już wiem jakby je można było  posklejać z jakichś odpadków. Wolę jednak nie wspominać o tym mojemu Mężowi, bo biedny nie nadąża już za mną...