niedziela, 13 lipca 2014

Portret Młodej Pary - pamiątką dla rodziców. Zwiastun filmu mojego Męża. Lipcowe zatrzymane w kadrze.

Kochani,

najnowsze moje prace są do siebie bardzo podobne:)
To podwójny portret rodziny Pani Karoliny, która postanowiła rodzicom swoim i swojego męża podarować takie właśnie prezenty:







Ołówkowe portrety oprawione w antyramę o formacie A3 zostały opatrzone dedykacją:




***


Chcę się Wam pochwalić tym, że mój Mąż, Michał, nakręcił kolejny świetny film. Tym razem opowiada on o historii i budowie urządzenia bardzo przydatnego wszystkim amatorom astrofotografii, znanego jako FASTRON 5s. To patent Janusza Wilanda, prezesa Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii. 40-minutowy film instruktażowy obejrzeć można na stronie www.astrohunters.pl.
Ja zaś ze swej strony zachęcam Was gorąco do obejrzenia niespełna dwuminutowego zwiastuna do tegoż filmu. Naprawdę warto!!!



***


A tymczasem dziś odbyłam z Lideczką bardzo przyjemny spacer.






Nie odmówiłyśmy sobie lodów na pszowskim placu, zwanym rynkiem.






To była miła odskocznia od pracy. Czas na wzięcie oddechu...




Przy okazji można było wykonać parę ujęć, choćby starego cmentarza




czy obejścia wokół sanktuarium (czy Wam się ta żeliwna gałka na zdjęciu poniżej też skojarzyła z kopułą bazyliki św. Piotra w Rzymie?).





Pszów...





Uwielbiam hortensje, uwielbiam hortensje, uwielbiam! Oczarowanie dla oczu:






Nasza "Szczybno Kampa" też olśniewająca - prostotą i skromnością;)








Tory nieczynne, ale znaków od groma.




Nasze Pszowskie Doły:






I na koniec dnia panorama na Dolinę Odry i Bramę Morawską z Pogrzebienia,



czyli mam wszystko, co kocham na raz: przestrzeń, niebo, wiatr, chmury, Męża i ... śpiącą w samochodzie Córeczkę:)




Jutro musi się zacząć naprawdę dobry tydzień, tego sobie i Wam z serca życzę!

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Colours of life. Pewna niesamowita książka



Kochani!

Trochę majowo-czerwcowych, spóźnionych już nieco, obrazów dziś Wam pokazuję:































***



Cudowne słowo - hilasterion - prawda? Przeczytajcie półgłosem, posłuchajcie harmonii tych dźwięków: hilasterion. Jakaż w tym słowie muzyka, jakie piękno, jaka siła - pisze ks. prof. Jerzy Szymik na łamach "Gościa Niedzielnego".

Hilasterion - taki tytuł nosi też najświeższy tomik z poezją Księdza. Powalający na kolana, jak zawsze zresztą. W jaki sposób w Jego wierszach może się w tak cudowny sposób spotkać prostota z głębią pozostanie dla mnie tajemnicą.
Za tą głębią, przenikliwością, precyzją wypowiedzi, wielkością i pięknem słowa zawsze tęsknię. I czekam na kolejne tomiki!




Niepokój Boga


nie tylko nasze;
Jego serce jest o wiele bardziej niespokojne, 
skrajnie.

O nas.
Drży o mnie,
czuję to, wiem.

Jego serce szuka tych,
którzy podzielaliby Jego namiętność
do ludzi.

Woła, kołacze, uwodzi proroków.
Uwiódł i mnie, żeby mnie tym samym
uratować.

Moja nadzieja jest cicha i wielka,
że kiedy wróci,
powie:

miałeś staranie o moich.
Moje dziecko,
moja krew


......................................................................................



Hilasterion 1


Stali.
Wycierali wargi z krwi,
wydłubywali ludzkie mięso spomiędzy zębów.
Trzymali szlauchy i butelki, rechotali.

Stał
naprzeciwko nich.
Milczał, krwawił.

Jak wdowi grosz wobec dzikich fortun.
Umiłowany Boga


.....................................................................................

sobota, 21 czerwca 2014

Kolory czerwca i ostatnie prace



Witajcie!


Wakacje coraz bliżej. Na razie długi weekend w toku. Dziś słonecznie, ale co jakiś czas chmurzy się i wieje dość zimny wiatr. Chodzimy z Lidką po łąkach i zbieramy polne kwiaty. Kiedy nie pada kopiemy w piłkę przy domu. Nasze buzie są już ładnie opalone i ciągle uśmiechnięte :)
Pora na szkolne sprawozdania, wpisywanie końcowych ocen. Pora na miłe, odkładane lektury. Mam parę ciekawych zamówień, w tym jedno do przydomowej kapliczki.


A co u nas w czerwcu słychać?


Nie tylko ja maluję. Lidka też. Na urodziny dla Cioci Kasi i Wujka Rafała stworzyła kwiaty.






Mama zapracowana szykuje kolejną imprezę urodzinową, a że w czerwcu trochę okazji jest, ma pełne ręce roboty. Sama jednak powtarza, że bardzo to lubi.



Mój Mąż też lubi od czasu do czasu coś skroić;) Na zdjęciu powyżej siedzi w ulubionym moim i lidkowym kątku - na schodach do kuchenki. Na nich rano piję kawę, jem, wygłupiam się z Małą i czytam do późna książki.





Ciocia Aniela robi najlepsze torty na świecie! Dla Lidki i dla mnie.





Jeden z moich prezentów - pachnący czekoladą...







A poniżej portret Matyldy:




plansza na nową wystawę:

                                                                  fot. M. Krakowski

i malowany akwarelami widok Rydułtów (format pocztówkowy):




Wspaniałego sobotniego wieczoru i dobrej niedzieli! Trzymajcie się:)

środa, 4 czerwca 2014

Iga. Noc w muzeum...



Kochani!


Dziś uśmiecha się do Was śliczna, czarnooka Iga:


 format A4, ołówki





i my też, przyłapani okiem obiektywu podczas Wieczoru w Muzeum:


 od prawej: Mama, ja i Lidka; fot. M. Krakowski


Lidzia w żywiole: mogła malować po ścianach farbami (coś, co normalnie jest dla niej zakazane, zaś zakaz bolesny) i to po nie byle jakich ścianach, bo "prehistorycznych"! Co prawda, zamiast bizonów i jeleni malowała ukochane kotki, ale Lascaux przy tym to nieporadne szkice ;)



Taki wieczór to cudowna sprawa. Wnętrza muzealne odmienione, trochę tajemnicze mają niepowtarzalny urok.
Tego roku królowała nowo otwarta wystawa archeologiczna "Pradzieje Ziemi Raciborskiej". Piękna, bogata, pouczająca. Ja też zostawiłam tam swój mały ślad - widzicie tego łowcę na ścianie? ;)



Zapraszam do Muzeum! Wrażenia gwarantowane.
Wszystkiego dobrego dla Was!

środa, 28 maja 2014

Piękna Helen. Odbicia.


Drodzy moi!

Dziś swoimi ślicznymi, błyszczącymi oczami patrzy na Was rezolutna Helenka i ciekawe, co myśli...?







Popołudniową porą padało, ale po deszczu wyszło słońce. Z Lideczką łapałam krople wody na naszym balkoniku. Lidzia kocha deszcz, bo jak mówi można wtedy "poskakać w kałuży błotka" w kaloszach, a ja kocham deszcz za niebo przeglądające się w kałużach. Takie "niebieskie" odbicia są piękniejsze nad wszystkie błyskotki. Mówi się, że "sztuka cenniejsza niż złoto". Okazuje się, że kałuże też :)




A co do odbić... Pamiętacie jeszcze moją drewnianą ramę?




Wspólnie z Lidką pomalowałam ją białą farbą metodą suchego pędzla. Szczęśliwie, odpowiednio szybko zdążyłam zareagować na punkt kulminacyjny szału twórczego mojego dziecka, bo Lilka w pewnym momencie uznała, że czerwone okno byłoby zdecydowanie ładniejsze i w dłoni miała już przygotowane narzędzie zbrodni. Uff...
U szklarza wstawiono w szprosy lusterka i... ta-daaaam!!!  Oto jest:




Moje cudo najcudowniejsze! Lustro, w którym odbija się okno, firanka, liście, ja i uśmiechnięta buzia Lidki. I choć nie było nikogo, kto by na początku zaaprobował mój pomysł (pan szklarz stwierdził nawet, że mi może jakoś ładniej to drewno pomalować i przypomniał, żebym koniecznie odebrała gotową robotę, bo w sklepie nie trzymają takich antyków), to ciągle teraz słyszę słowa uznania.
Wredna strona mojej natury każe mi wtedy powtarzać: "a nie mówiłam!!!", a ja w tym akurat przypadku z lubością się jej poddaję :)

Miłego czwartku, Kochani!

sobota, 24 maja 2014

Portret Szymona i nasze szczęście zatrzymane w kadrze



Kochani!

Rzadko ostatnio zdarzają się momenty, kiedy przystaję na chwilę, patrzę bez zerkania na zegarek na moje dziecko, uśmiecham się do słońca, chmur i kałuż i po prostu... cieszę się, że żyję!
Pozbierałam kilka takich chwil i oto prezentuję Wam majową, wiosenną kolekcję kadrów:













Zwierzaki sfotografowałam w trakcie zwiedzania ekspozycji Muzeum Ziemi Śląskiej w Opawie, dokąd udałam się okazji Dnia Muzealnika razem z raciborską - najlepszą! - ekipą muzealników pod słońcem.


W międzyczasie zaś powstają portrety. Ostatnio w tym zakresie jest monotechnicznie - ołówek, ołówek, ołówek...

Poniżej portret Szymona, który był prezentem na 18 -te urodziny od siostry Marysi:





Ja teraz uciekam, ale Wy tu wróćcie! Wkrótce jeszcze więcej portretów... ślicznych, radosnych dzieci:)))

sobota, 17 maja 2014

Pan Benedykt



Kochani!

Choć Pana Benedykta nie ma już wśród nas, żyje w sercach swoich Bliskich. Oni pamiętają...
Portret powstał ze zdjęcia formatu A5 i był podarunkiem wnuczki dla babci - żony sportretowanego.





Dla mnie rysowanie osób nieżyjących jest wyjątkowe i bardzo skłania do refleksji, szczególnie kiedy pracuję nad oczami. W twarzy Pana Benedykta jest tyle dobroci i ciepła, że mam nadzieję, iż choć trochę udało mi się ich uchwycić.



***



I jeszcze podziękowanie:




Wspaniałej niedzieli dla Was!

sobota, 10 maja 2014

Mikołaj



Witajcie!

Dziękuję za Wasze komentarze pod kilkoma ostatnimi postami. Czytam je na bieżąco i zawsze każdy tak samo cieszy.
Mikołaj niedawno przystąpił do swojej pierwszej Komunii Świętej. Portret, który rysowałam, miał być dla niego pamiątką przeżycia tego uroczystego dnia.






Powyższy przykład jest świetnym dowodem na to, dlaczego nie powinno robić się zdjęć portretów w pośpiechu i, tak, jak w moim przypadku, bez okularów. To nie włos na Waszym ekranie, to mój włos na portrecie. Nie mam aktualnie czasu ani cierpliwości, żeby próbować go wymazać w jakimś programie graficznym, więc zostaje jako nieodłączony element rysunku - najbardziej realistyczny, jak widać;)

Tym, którzy mają jeszcze dla mnie tyle wyrozumiałości, by tu zaglądać życzę udanego sobotniego wieczoru i słonecznej, dobrej niedzieli!